Dlaczego warto wziąć udział we wspólnym przejeździe rowerowym?

Trójmiasto ma Wielki Przejazd Rowerowy i Mikołajów na Rowerach, które tym razem zmieniły się w Na Rowerach dla Orkiestry.  Inne miasta na pewno mają swoje odpowiedniki.

Słyszałam o takich przejazdach od dawna, ale dopiero w zeszłym roku zdecydowałam się faktycznie wziąć w czymś takim udział. Padło na jeden z najtłoczniejszych w Polsce Wielki Przejazd Rowerowy. Jako zazwyczaj stroniącego od ludzi introwertyka, odstraszał mnie pomysł dzielenia drogi z kilkoma tysiącami innych rowerzystów. Postanowiłam jednak zaryzykować… i już wiem, że z przyjemnością wezmę udział w kolejnych.

Jeśli jeszcze nie próbowaliście takiej rozrywki, gorąco polecam! A dlaczego?

Mikolaje Na Rowerach 2014

 
Jest niesamowita atmosfera

Ciężko to wytłumaczyć, trzeba po prostu pojawić się na miejscu. Gdańskim imprezom klimatu dodaje fakt, że albo (zimą) przebieramy się za Mikołajów, albo (latem) za… cokolwiek! Żałujecie, że bale przebierańców skończyły się wraz z ostatnią klasą podstawówki? Lubicie imprezy, na których można pojawić się nie znając nikogo a mimo to świetnie się bawić? Oto odpowiedź :)

 
Nie trzeba mieć super kondycji ani wypasionego roweru

Spacerowe tempo i niezbyt długi dystans sprawiają, że nawet przeciętnie sprawna osoba bez problemu poradzi sobie z trasą. Szczególnie podczas letniego Wielkiego Przejazdy Rowerowego widać mnóstwo rodzin i pedałujących z zapałem dzieci.

Fakt, że tegoroczny przejazd Mikołajów wymagał pokonania kilku podjazdów, warto przed rozpoczęciem imprezy sprawdzić trasę. Zawsze można dołączyć lub odłączyć się w trakcie.


Można poćwiczyć wolną jazdę

Wbrew pozorom, umiejętność powolnej jazdy, chwilami na granicy równowagi, jest naprawdę przydatna. I przyjemna! Sama często łapię się na tym, że niepotrzebnie przyspieszam nawet podczas spokojnych przejażdżek zamiast zwolnić i cieszyć się jazdą. Podobno od jakiegoś czasu furorę robi slow jogging, może warto spróbować też slow cyclingu?


Przez chwilę ulica należy do nas

To chyba jedyna okazja, kiedy można bezkarnie jechać rowerem lewą stroną trzypasmowej jezdni, mając w głębokim poważaniu trzecie z rzędu czerwone światło. Dla niektórych to w ogóle jedyna możliwość, żeby bez strachu przejechać się ulicą, po której normalnie jeżdżą samochody. Na moment przejmujemy jezdnię i wreszcie możemy poczuć się na niej bezpiecznie.


Można zobaczyć miasto z zupełnie innej perspektywy

W Gdańsku wzdłuż większości głównych ulic biegną ścieżki rowerowe, ale w innych miastach nie zawsze jest tak różowo. Podczas rowerowych przejazdów możemy na luzie przejechać się ulicami, na które zwykle nie mamy wstępu (Sopot), albo mamy wstęp, ale skupieni na ruchu ulicznym nie mamy nawet okazji rozejrzeć się dookoła.

 
Można poużywać dzwonka!

Tego dnia dzwonek rowerowy zmienia swoją funkcję. Możemy obdzwonić wszystko i wszystkich, i ma to wyłącznie pozytywny efekt.

Żeby w pozostałe dni piesi też tak uśmiechali się, kiedy na nich dzwonię :)


Można poćwiczyć jazdę z innymi i przewidywanie sytuacji na drodze

Dlatego też uważam, że każdy rowerzysta powinien wziąć udział w przynajmniej jednej takiej imprezie. Choć atmosfera jest sympatyczna, a osiągane prędkości stosunkowo niewielkie, zagęszczenie rowerzystów na drodze zmusza do zwracania uwagi na innych. Trzeba uważać na tych przed nami, zmieniając tor jazdy upewnić się, że nie wjedziemy nikomu pod koła, kontrolować prędkość tych z przodu, żeby w porę zareagować kiedy cała grupa zwolni. Bardzo przydałoby się przeniesienie tych doświadczeń na ścieżki.

 
Okazuje się, że wszyscy nas lubią

Piesi, niezależnie od wieku zatrzymują się i machają do nas z uśmiechem. Widać, że niektórzy przyszli specjalnie, żeby popatrzeć na przejazd. Dzieci na widok dziesiątek Mikołajów zbierają szczęki z podłogi. Machają do nas zabezpieczający trasę policjanci i straż miejska. Pasażerowie autobusów ze zdziwienia przyklejają nosy do szyby, nawet kierowcy rytmicznie trąbią i przyjaźnie do nas machają.

Tego dnia rowerzyści są spoko :)


Więcej zdjęć z Mikołajów dla Orkiestry: gdansk. naszemiasto.pl (jestem na pierwszym :) )

Zdjęcie w nagłówku: Missy S. (licencja CC)

  • Maciej Rutecki

    „Przez chwilę ulica należy do nas”

    To najbardziej lubię, raz na jakiś czas mogę — codziennie pokonywaną trasą — pojechać ulicą; trochę inaczej i bez koniecznej ciągłej koncentracji gdy jedzie się w normalnym ruchu.

    No i jeszcze coś: takie zagęszczenie ruchu to normalność na ulicach Amsterdamu, Utrechtu, czy Groningen: niesamowite jak w takim tłoku radzą sobie holenderscy rowerzyści, którzy jadą szybciej i w towarzystwie samochodów i tramwajów, wystarczy spojrzeć tutaj:

    Wbrew pozorom, nie jest to najruchliwsze skrzyżowanie jakie widziałem. :-)

    • Jak patrzę na filmiki z Holandii, to jednak cieszę się, że mieszkam w Gdańsku. Podczas imprezy takie tłumy są ok, ale gdyby nasze ulice wyglądały jak powyżej to chyba sama straciłabym zapał do jeżdżenia po mieście :)

      • Maciej Rutecki

        W rzeczywistości jest o niebo fajniej i prościej niż na filmach. No i ta świadomość, że to rowerzysta ustala reguły na ulicy jest mocno budujące. :-)