Statystyki wypadków rowerowych

Gdańsk: raport wypadków i kolizji 2007-2013

Nie da się ukryć, lubimy się z Excelem. Mimo małego kryzysu podczas prac nad magisterką, lubimy się nadal. Tak bardzo, że wynajduję coraz to nowsze pomysły, jak nie rozstawać się ze swoim zielonym przyjacielem i podłubać jeszcze trochę w tabelkach.

Tym razem gdzieś w czeluściach internetu znalazłam SEWIK – System Ewidencji Wypadków i Kolizji, bazę stworzoną we współpracy z policją. Choć dane dotyczą zdarzeń sprzed kilku lat, myślę że ogólne trendy nie zmieniły się znacząco od tego czasu. A z tych cyferek można wyczytać parę interesujących rzeczy. Ciekawi?

Jak we wcześniejszych statystykach, postanowiłam wrzucić wszystko do prezentacji. Voila!

Tl;dr:

  • W porównaniu do innych polskich miast wyróżniamy się niską i wolno rosnącą liczbą wypadków;
  • Najwięcej zdarzeń ma miejsce w dni robocze (głównie poniedziałek) w godzinach popołudniowych;
  • Główną przyczyną kolizji jest wymuszenie pierwszeństwa. Najczęściej przez kierowców, choć rowerzyści też nie są bez winy;
  • Wbrew niektórym opiniom, tylko 3% rowerzystów uczestniczących w wypadkach było pod wpływem alkoholu (to i tak za dużo!)
  • Zdecydowana większość wypadków ma miejsce w ciągu dnia, przy dobrej pogodzie
  • Najczęstszym typem zderzenia jest zderzenie boczne

Dane na stronie zostały opracowane na podstawie zrzutu z policyjnego Systemu Ewidencji Wypadków i Kolizji z okresu 2007-2012 udostępnionego przez Komendę Główną Policji dla sieci Miasta dla Rowerów.
Interpretując zestawienia należy wziąć pod uwagę zdarzające się błędy w Systemie (co będziemy się starali w miarę możliwości poprawiać) oraz fakt, że znaczna część zdarzeń z udziałem rowerzystów nie jest zgłaszana.

Zdjęcie w nagłówku: Dick Jones

  • Mała liczba zdarzeń w Gdańsku w stosunku do innych miasto to efekt wielu ścieżek rowerowych przeplatających całe miasto. Poznań np. pod tym względem wygląda tragicznie. Jeszcze przy głównym pobudowali ścieżki, ale z tego co widziałem, w innych miejscach zostaje tylko ulica.

    • To trzeba przyznać, infrastrukturę mamy świetną. Ale dużą różnicę robi też nastawienie kierowców i pieszych, po których coraz lepiej widać, że zaakceptowali obecność rowerzystów i przestrzegają ścieżek i przejazdów. Co mi po super-wypaśnej ścieżce, jeśli jadąc nią muszę robić slalom między pieszymi :) W zeszłym roku na przykład przejechałam się po małym mieście (Tuchola) i nawet jadąc wyznaczoną ścieżką rowerową dostałam ochrzan, że „gdzie się z rowerem na chodnik pcha”.

      Pokuszę się o stwierdzenie, że poziom kultury i wzajemna tolerancja na drodze dają nie mniejszy efekt niż infrastruktura :)

  • Maciej Rutecki

    Dużo tych zderzeń czołowych. Przy takich w zasadzie nie ma zabezpieczenia przed urazami.

    Mały odsetek przy złych warunkach pogodowych raczej jest spowodowany małą liczbą rowerzystów; ilu z nas jeździ podczas opadu gradu czy śniegu? Ja mijam wtedy pojedyncze sztuki na odcinku ponad 20 km.

    • Szkoda, że dane nie są ze sobą w żaden sposób połączone – chętnie sprawdziłabym, z kim te zderzenia są. Myślę, że czołowe to raczej kombinacja „rower-rower”, na przykład zapierniczający, nieoświetlony ninja wylatujący znienacka zza zakrętu. Ale to oczywiście tylko domysły.