Rok 2015: ponad tysiąc kilometrów rowerowej przygody

Rok temu kończyłam sezon z nieukrywanym poczuciem dumy. Tysiąc kilometrów dla takiej sportowej łamagi jak ja, to dopiero było coś!

Po cichu liczyłam na to, że tegoroczny wpis będzie zaczynał się od „dwa tysiące”. Niektórzy robią tyle w miesiąc, więc dwanaście miesięcy spokojnie powinno mi wystarczyć. No cóż, nie wystarczyło :)

Trasa rowerowa Swarzewo Krokowa

1347 kilometrów na rowerze. Prawie 106 godzin na siodełku, i co najmniej drugie tyle spędzone na pstrykaniu i obrabianiu zdjęć.

Dwa tysiące kilometrów były ambitnym pomysłem. Oczywiście część winy ponosi moje lenistwo i „niechcemisię”, na część nie miałam wpływu. Nie będę specjalnie rozwodzić się nad kwestiami zdrowotnymi, dość powiedzieć, że jazda na rowerze męczy mnie dużo bardziej, niż powinna. Spróbujcie nie zmęczyć się, mając 130 na pulsometrze… jeszcze zanim wsiądziecie na rower :)

Zacięłam się przez chwilę na myśli „bez sensu, przecież nie robiłam w tym roku nic ciekawego”. Ale wystarczyło spojrzeć na historię wpisów, i okazuje się, że działo się całkiem sporo!

^

styczeń: 103 km

Najbardziej rowerowy styczeń w mojej karierze. Pierwszy raz zdarzyło mi się jeździć po ścieżkach ze sporą warstwą śniegu, i ze zdziwieniem stwierdziłam że bardzo mi się to podoba.

Rowerem wzdłuż Opływu Motławy

Zdjęcia z roweru: Bastiony na dolnym mieście / patriotyczne murale w Tucholi

Napisałam: jak mniej męczyć się na rowerze, do dziś jeden z najczęściej czytanych wpisów na blogu.

^

luty: 102 km

Po miesiącach oglądania, przebierania, wybrzydzania, przymierzania i wgapiania się tęsknym wzrokiem w zdjęcie upatrzonego modelu, w końcu nadszedł ten dzień: kupiłam nowy rower!

????????????????????

Wybrańcem został tegoroczny model Kross Trans Alp. Dzięki niemu w końcu odpadły wymówki w stylu mój stary rower nie nadaje się na dalsze wycieczki.

Dla równowagi doszła więc nowa: on taki ciężki, nie mam siły nosić go po schodach :)

Zdjęcia z roweru: zostały na Instagramie.

Napisałam: rowerowy savoir-vivre / pierwszy post z cyklu Miejski Odkrywca

^

marzec: 256 km

Liczba kilometrów poszybowała w górę dzięki dwutygodniowej przerwie od pracy. Nowiutki rower, piękna wiosenna pogoda i mnóstwo wolnego czasu, niewiele więcej potrzeba do szczęścia.

Wyspa Sobieszewska rowerem

Zdjęcia z roweru: wycieczka dookoła Sobieszewa.

Napisałam: 10 powodów, dla którego nie warto odwiedzać Gdańska. Wpis tak popularny, że aż musiałam zmienić serwer :)

^

kwiecień: 84 km

Myślę, i myślę, i nie bardzo potrafię przypomnieć sobie, co się wtedy działo. Jakoś tak, przeleciał między palcami :)

Gmach Glowny Politechniki Gdanskiej

Zdjęcia: Politechnika Gdańska od środka

Napisałam: Różowo mi! / analizę danych dot. wypadków i kolizji w Gdańsku (polecam!)

^

maj: 212 km

Kolejny dobry, rowerowy miesiąc.

Trasa rowerowa Koronowo - Bydgoszcz

Zdjęcia z roweru: Cmentarz Żołnierzy Radzieckich / fragment trasy rowerowej Koronowo-Bydgoszcz

^

czerwiec: 156 km

Mój pierwszy udział w Wielkim Przejeździe Rowerowym i pierwsze szprychówki w kolekcji.

Gdynia

Zdjęcia z roweru: trasa rowerowa Swarzewo-Krokowa

Zdjęcia: taras widokowy ECS / długi spacer po Gdyni

^

lipiec: 13 km

Środek upalnego lata, pierwszy dzień urlopu. Idealny dzień, żeby… złapać zapalenie wszystkiego, co przydaje się do oddychania i zalec w łóżku na trzy tygodnie. Krótka przejażdżka pod koniec miesiąca raczej nie była najlepszym dla zdrowia pomysłem.

?????????????

Z pozytywnych wspomnień: powyższe zdjęcie zgarnęło dla mnie małą nagrodę od All for Planet.

Z przykrych wspomnień: to ostatnie zdjęcie, jakie zrobiłam swojemu staremu rowerowi, który tego samego wieczora (nocy? poranka?) został bezczelnie skradziony z klatki schodowej.

Napisałam: Więcej, więcej I♥GDN / co możesz zrobić, zanim ukradną Ci rower?

^

sierpień: 113 km

Kradzież starego roweru dobitnie pokazała, jak duży wpływ na liczbę przejechanych kilometrów ma brak łatwo dostępnego sprzętu. Nie oszukujmy się, mimo całej sympatii do wygodnego trekkinga, nie zawsze chce mi się taszczyć go po schodach. A już na pewno nie rano, dla 1,5 km drogi do pracy.

Dlatego też, bez większej nadziei przeszukując aukcje w poszukiwaniu skradzionego roweru, przy okazji znalazłam sobie nowy. Jeszcze starszy :)

Romet Gazela

Zdjęcia: więcej zdjęć mojej Gazeli / ulica Do Studzienki / Teatr Szekspirowski

Napisałam: trzy zasady, które rowerzyści mogliby przejąć od żeglarzy / o dziwnej numeracji budynków w Gdańsku

Zmontowałam: mapę samoobsługowych punktów naprawy rowerów w Trójmieście i okolicach

^

wrzesień: 190 km

Wrzesień to tradycyjnie nierowerowy urlop w górach. Słaba ze mnie blogerka, bo zamiast robić zdjęcia, po prostu cieszyłam się widokami :)

?????????

Zdjęcia: Nowy Port

^

październik: 80 km

Zirytowana rzeszami rowerzystów-ninja, namówiłam kilku blogerów do współpracy i puściliśmy kilka artykułów przypominających o tym, jak ważne jest porządne oświetlenie roweru. Mam nadzieję, że w przyszłym roku uda się to powtórzyć!

Lampki_SwiecPrzykladem

W październiku opublikowany został też Przewodnik blogerów po ich miastach, w którym miałam przyjemność opisać swoje ulubione miejsca w Gdańsku. Jeśli wybieracie się do innego miasta lub chcecie lepiej poznać swoje, warto nasz przewodnik przejrzeć!

Więcej o przewodniku.

Napisałam: świeć przykładem co śpiewają rowerzyści w nocy?

^

listopad: 15 km, grudzień: 24 km

Ostatnie dwa miesiące roku minęły pod znakiem deszczu i pracy w nieprzyzwoicie dwucyfrowych godzinach. Pierwszy raz zdarzyło mi się też, że jazda rowerem zamiast sprawiać przyjemność, zwyczajnie zaczęła mnie denerwować. Bez większych wyrzutów sumienia odstawiłam więc chwilowo rower i poczekałam, aż mi przejdzie. Powoli chyba przechodzi :)

Napisałam: o torbie rowerowej Basil Portland

^

Co jeszcze ciekawego mogę napisać o 2015 roku?

  • pierwszy raz wybrałam się na kilka dalszych wycieczek w miejsca, z których nie ma łatwego powrotu autobusem/tramwajem;
  • przekonałam się do jazdy rowerem w spódnicach i sukienkach;
  • powoli zaczęłam gromadzić ciuchy z przeznaczeniem głównie na rower. Nawet nie wiecie, jak trudno było znaleźć rowerową przeciwdeszczową kurtkę z kapturem!
  • pobiłam swój prywatny rekord długości trasy. 50 km może zabrzmieć lamersko, ale uwierzcie, dla mnie i mojej szaleńczo zasuwającej pikawy był to nie lada wyczyn.

^

Plany na 2016?

Dobić do tych dwóch tysięcy kilometrów. Przejechać rowerem wzdłuż Półwyspu Helskiego. Zajrzeć na Kaszubską Marszrutę. Nauczyć się podstawowej obsługi roweru typu zmiana dętki i regulacja przerzutek. Zrobić własny rowerowy przewodnik po Gdańsku. Robić jeszcze lepsze zdjęcia na bloga.

I niezmiennie, wciąż mieć z tego roweru mnóstwo frajdy :)

  • Maciej Rutecki

    „Pierwszy raz zdarzyło mi się jeździć po ścieżkach ze sporą warstwą śniegu, i ze zdziwieniem stwierdziłam że bardzo mi się to podoba.”

    Jazda po śniegu jest świetna i nie trzeba do tego specjalnego sprzętu.

    Ja już nie liczę ile przejeżdżam i dawno temu zdjąłem licznik, byleby jeździć jak najczęściej i najlepiej codziennie, choćby po trochu.

    I jeszcze raz gratuluję październikowej akcji związanej z „batmanami”.

    „powoli zaczęłam gromadzić ciuchy z przeznaczeniem głównie na rower. Nawet nie wiecie, jak trudno było znaleźć rowerową przeciwdeszczową kurtkę z kapturem!”

    A ja dla odmiany od dwóch lat się ich wyzbywam w miarę jak przekroczyłem 5000km rocznie i okazują się (poza ponczo i spodniami przeciwdeszczowymi nakładanymi na zwykłe) niepotrzebne. Co śmieszne, najlepsze oddychające i wodoodporne buty to obuwie ze skóry licowej, nie wracam już do tekstylnych na membranie. Podobnie jak kurtka. :-)

    „Nauczyć się podstawowej obsługi roweru typu zmiana dętki i regulacja przerzutek.”

    Co do dętki to kiedyś podpatrzyłem jak to robią Holendrzy (od 10 do chyba 100 lat, niezależnie od płci i umiejętności) i niedawno znalazłem ten filmik:

    W „holendrach” zdjęcie koła z hamulcem rolkowym i pełną osłoną to mordęga, z resztą i po co? Przy odrobinie wprawy nie musisz odwracać roweru i zdejmować sakw. Ja robię to tylko jak wymieniam opony na nowe.

    I pozdrawiam w kolejnym roku.

    • Ja kilka rowerowych ciuchów jednak doceniam, szczególnie latem przy trudniejszych trasach dobrze jest mieć coś szybkoschnącego :) Nawet jeśli nie kupuję ciuchów typowo rowerowych, to już odruchowo sprawdzam, czy mają np. odpowiednio długie rękawy i tył, który nie odsłoni nerek. Ileż się nawkurzałam na kurtki o „wygodnym, krótkim kroju technicznym” :)

      Filmik z dętką na pewno się kiedyś przyda. Gazela powinna być wdzięcznym obiektem do grzebania i eksperymentowania. Najgorsze to przemóc przekonanie, że tylko popsuję i będę musiała ganiać po poprawki do serwisu :)

      Pozdrowienia!

      • Maciej Rutecki

        „Ja kilka rowerowych ciuchów jednak doceniam, szczególnie latem przy
        trudniejszych trasach dobrze jest mieć coś szybkoschnącego :)”

        A są dwa podejścia do tematu deszczu: tak się zabezpieczyć, aby nie zmoknąć, ale problem pozostaje jak się jednocześnie nie spocić. Trochę potrwało zanim znalazłem rozwiązanie.

        Drugie: zmoknąć, ale mieć ubranie szybkoschnące. Ja nie lubię jeździć w mokrym ubraniu (poza upałami) no i trzeba mieć coś na zmianę. No i lubię używać tego co mam w szafie (marynarki, koszule, kurtka skórzana itd.).

        No i za to lubię zimę oraz mrozy: problem zmoknięcia znika. :-)

        • Myślałam raczej o koszulkach, na których nie widać jak się człowiek spoci :)
          Do pracy jeżdżę w zwykłych ciuchach, ale na bardziej intensywne wyjazdy (a przy mojej kondycji, wszystko powyżej 5 km jest intensywne) wolę już mieć coś technicznego.
          Jazda po śniegu jest spoko, przynajmniej jak się już człowiek zmusi do wyjścia na zewnątrz :)