Rok 2014: Tysiąc kilometrów rowerowej przygody

To był dobry rok. Rowerowy jak nigdy. Przejechałam niewyobrażalne wcześniej ilości kilometrów, i choć wiem, że moje miesięczne dystanse niektórzy z Was łykają za jednym zamachem, to jednak z czystym sercem mogę powiedzieć: kurczę, jestem z siebie dumna!

Mam ochotę na małe podsumowanie. Po części dla siebie, ale nie oszukujmy się – gdyby nie blog, pewnie nie chciałoby mi się spisywać tego tylko „do szuflady” :)

Dzisiaj, 27 grudnia Endomondo pokazuje 1047 kilometrów. To prawie trzy razy tyle, ile w zeszłym roku!

Wykres2013-2014

Styczeń: 0 km

Śnieg, śnieg, zimno, śnieg. Nie opanowałam jeszcze jazdy po śniegu w wąskich oponach, Endomondo pokazuje więc okrągłe 0,00 km. To pierwszy (i na razie ostatni) po marcu 2013 miesiąc bez roweru.

Luty: 43 km

Stary Rower i Morze 2014

Śniegu jakby ubywa, więc nieśmiało wychylam się na ścieżki. Niestety w większych kałużach pośniegowego błota wąskie opony roweru tracą przyczepność, a ja równowagę. Trzymam się najbardziej uczęszczanych, odśnieżonych tras.

Marzec: 78 km

Garnizon

Robi się coraz ładniej. Jeżdżę już nie tylko w weekendy, kilka razy dojeżdżam nawet rowerem do pracy. To całe 1,07 kilometra więc żaden wyczyn :)

Dzieje się też coś niedobrego: nie dość, że kolana zaczynają boleć, to jeszcze podejrzanie chrupią. Pędem zapisuję się do ortopedy i profilaktycznie odstawiam rower.

PoGaDetki2014_JustynaMalinowska

Niezrażona kontuzją, 29 marca podczas pierwszej edycji PoGaDętek, czyli Przeglądu Wypraw Rowerowych opowiadam o rowerze, blogu i zwiedzaniu Trójmiasta. I – uwaga – zdobywam nagrodę specjalną! :)

Kwiecień: 99 km

Podsumowanie2014_04

Okazuje się, że tajemnicze chrupanie kolan to klasyka gatunku: rzepka beztrosko szorująca o kość. Ortopeda i fizjoterapeuta są zgodni: ze wszystkich sportów rower to jedna z najmniej obciążających opcji i mogę jeździć dalej. Więc ostrożnie, ale jeżdżę.

Niestety, w tym sezonie to kolana dyktują warunki, ostro protestując po jakichś dwudziestu kilometrach. Ale też motywują do regularnej jazdy, bo o dziwo największe problemy sprawiają wtedy, gdy z powodu wyjazdu albo choroby przez kilka dni nie ruszam się wcale.

Maj: 49 km

Wojskowy Cmentarz Francuski

W połowie maja doczekałam się wreszcie kolejki na rehabilitację. Spodziewałam się paru lajtowych machnięć, a dostaję taki wycisk, że dopiero koło południa przestają drżeć mi nogi. Nawet w weekendy na rower zwyczajnie nie mam siły.

Czerwiec: 77 km | Lipiec: 106 km

Blog z Miasta

W czerwcu i lipcu zaczęło się zastępowanie koleżanki i żonglowanie godzinami pracy. Gdyby nie blog, nawet nie miałabym pojęcia co wtedy robiłam i gdzie byłam.

Podsumowanie2014_08

Nie licząc oczywiście wyjazdu do Moskwy, której zapomnieć się nie da :) Oczywiście nawet tam nie mogłam sobie odpuścić małej przejażdżki. Po dowody zapraszam na Instagram (1 | 2).

I już w połowie lipca licznik Endomondo mówi, że przejechałam tyle kilometrów, ile w całym 2013 roku!

Sierpień: 118 km

Ścieżka rowerowa

Sierpień to piękna pogoda i najdłuższa jak dotąd jednorazowa trasa: 30 kilometrów do Pruszcza Gdańskiego.

Chyba właśnie w okolicach sierpnia zawieram ze sobą małą umowę. Układ jest prosty, minimum 40 kilometrów tygodniowo (to jakieś 3 rundki w tygodniu) to dowolny fastfood bez wyrzutów sumienia. Działa bez pudła :)

Wrzesień: 105 km

Lasy Oliwskie

Wrzesień to kolejny urlop, również od roweru. Co nie przeszkadza mi znowu nabić całkiem ładnej liczby kilometrów. Próbuję też jazdy po lesie, i kurczę, podoba mi się to!

Październik: 154 km

Dolny Wrzeszcz

Październik to przeprowadzka i początek regularnych dojazdów do pracy rowerem. To nadal niewiele ponad kilometr, ale nawyk szybko wchodzi w krew :)

A dokładnie 15 października licznik pokazuje 744 kilometry. To oznacza, że podwoiłam dystans z całego 2013 roku!

Listopad: 188 km

Kamienna Grobla Sobieszewo

Robi się coraz zimniej i ciemniej. Przy tej okazji dyskutujemy sobie o kamizelkach odblaskowych. Nadal jeżdżę rowerem do pracy i nabijam największą ze wszystkich miesięcy liczbę kilometrów. Z coraz większym wysiłkiem, bo z niewiadomych powodów powoli psuje mi się kondycja.
Motywacja jest jednak silniejsza niż okrutne zmęczenie, tym bardziej że cel jest na wyciągnięcie ręki. Pod koniec listopada licznik nareszcie pokazuje ponad 1000 przejechanych kilometrów!

Grudzień: 30 km

Podsumowanie2014_12

Kondycja umarła. Zapas sił kończy się po jakichś 1-2 kilometrach, wejście na 3 piętro odbywa się w trzech turach, a po 5 km jazdy wracam w takim stanie, jakbym ten dystans pokonała sprintem. Także jeśli zastanawiacie się, dlaczego ostatnio pojawia się coraz mniej zdjęć, to właśnie dlatego. Ale spokojnie, pracuję nad tym :)

A w 2015…?

1. Kupuję nowy rower! Zbieram na taki. Stary rower zostaje oczywiście ze mną, ale powoli marzy mi się coś nieskrzypiącego i z minimalną choćby amortyzacją. Między innymi dlatego, że planuję…

2. Dłuższe wycieczki. Takie całodzienne, od rana do wieczora. Dookoła Sobieszewa, na Hel, opcji jest pełno i mam nadzieję zrealizować je jeszcze zanim zjadą się hordy turystów.

3. W zależności od stanu kondycji:
– plan minimum: ponownie dobić do 1050 kilometrów;
– plan maksimum: znowu podwoić liczbę kilometrów, czyli 2100 kilometrów w ciągu roku.

4. I, co najważniejsze, nadal cieszyć się jak dziecko z każdej wycieczki, każdego nowego miejsca i każdej kolejnej okrągłej liczby przejechanych kilometrów. Bo właśnie to uważam za swój największy tegoroczny sukces. Tę niekończącą się frajdę z jazdy :)

  • Łukasz

    Tysiąc kilometrów to świetny wynik. Skoro jak zauważyłem jeździsz dla przyjemności, a nie trenujesz, bo chcesz wystartować w zawodach to myślę, że dystans, który pokonałaś jest nie złym osiągnięciem. Ścieżka rowerowa na Hel najlepsza wiosną, bo latem to jazda między przeszkodami (czyt. turystami). Jak będziesz szukała towarzysza to z miłą chęcią się po drodze dołączę, bo to moje tereny.

    • Oj do jakichkolwiek zawodów to mi jeszcze daleko :)
      Hel marzy mi się też jesienią, ale zobaczymy jak się uda. W tym roku na pewno nie przepuszczę okazji żeby się tam wybrać.

  • Maciej Rutecki

    Gratujacje. Dla mnie największe wrażenie robi listopad: kiedy już inni dawno chowają rower do piwnicy Ty masz maksimum. :-)

    „Nie opanowałam jeszcze jazdy po śniegu w wąskich oponach”

    Ja mam opony 37×622, nie super wąskie, ale już dosyć, szczególnie że są gładkie. Zasada jest prosta: w przedniej oponie obniżam ciśnienie, ale nie mniej niż pozwala producent i moja waga, ruszam z najniższych biegów i hamuję tylko tylnim kołem nieco wcześniej. Jak dotąd ani jednej wywrotki i tylko jeden poślizg (wystarczyło wyprostować nogę i się podeprzeć o ziemię bez hamowania).

    Z kolanami mam też problem, zakupiłem sobie ocieplacze na nie i na razie spokój. I unikam wysiłku dopóki nogi się nie rozgrzeją; nie chcę mieć problemów z chodzeniem na starość.

    • Uwielbiam jeździć w listopadzie, ścieżki są już zazwyczaj puste i jest dużo wygodniej niż wśród lipcowo-sierpniowych tłumów :)

      A w tym roku na śnieg znalazłam inną metodę: zamieniłam rower na starego górala, nie dość że szersze opony z bieżnikiem, to jeszcze mniejsza szkoda jak coś mu od tego śniegu i sypanej hojnie soli pordzewieje :)

  • A.| Dama na damce

    Gratulacje i powodzenia w realizacji noworocznych zamierzeń!

  • Sławek

    Wpis ten otworzyłem już wcześniej, ale po przeczytaniu fragmentów o problemach z kolanami (aż mnie moje zaczęły pobolewać) wolałem przemyśleć czego mam Ci życzyć. Dzisiaj nadrabiam zaległości i życzę Ci, abyś w nadchodzącym roku zapomniała co to są bóle kolan i abyś mogła cieszyć się jazdą na rowerze w każdej nadarzającej się ku temu chwili.
    Jak już problemów z kolanami mieć nie będziesz to życzę Ci, abyś w nadchodzącym roku przejechała planowany dystans z hakiem ( hak = drugie tyle ;-) ).
    Jak już będziesz mieć tyle kilometrów na liczniku to życzę Ci, abyś znalazła wystarczającą ilość czasu, aby podzielić się z nami swoimi wrażeniami i przemyśleniami na blogu, gdyż jak wiadomo ” dzień bez bloga, to dzień stracony :-) .
    Pozdrawiam.

    • Dziękuję bardzo!
      Blog to świetny motywator do ruchu, więc będzie żyć niezależnie od stanu kolan :)
      Tobie również wszystkiego dobrego i wymarzonego :)

  • Hipokrytą się stanę jeśli powiem, że dystans nie jest ważny (na kierownicy licznik oraz nawigacja gps zapisująca przebieg trasy, a w kieszeni smartphone z często włączoną aplikacją endomondo) ale nie jest najważniejszy. Widzę u Ciebie „zdrowe” podejście do tematu czyli liczysz kilometry lecz wraz z kilometrami zbierasz też wrażenia, wspomnienia, zdjęcia. W nowym roku życzę przede wszystkim zdrowia byś mogła przejechać założony dystans, życzę ogromu pozytywnych wrażeń z wycieczek no i oczywiście zadowolenia z nowego rowerka oraz jego bezawaryjnej eksploatacji. Niech bezpiecznie wozi Cię po mieście, a i czasami wywiezie za miasto by trochę odetchnąć o dnia codziennego. Pozdrawiam. Powodzenia.

    • Nie widzę niczego złego w liczeniu kilometrów. I przyznaję, że gdy do wymarzonego tysiąca brakowało już niewiele to liczyłam prawie że obsesyjnie ;) Ale jak mówisz, najważniejsze są wrażenia i wspomnienia z jazdy.
      Życzę wszystkiego dobrego i nieustającej radości z rowerowania :)

  • Pingback: Rok 2015: ponad tysiąc kilometrów rowerowej przygody | Blog z Miasta()