Rowerem po jezdni: jak to jest z jazdą przy prawej krawędzi?

Rowerzyści na jezdni to temat rzeka i bardzo wdzięczny wątek do internetowych dyskusji. U niektórych oburzenie budzi już sam fakt, że mamy w ogóle czelność pojawiać się między samochodami. Dziś zajmiemy się jednak zarzutem. który pojawia się bardzo często, i równie często popierany jest przekręconym cytatem z ustawy, mówiącym że rowerzysta ma obowiązek jechać tuż przy krawężniku.

Bzdura, bzdura jak mało która. Dziś dam Wam (i sobie) argument do przytaczania w podobnych dyskusjach. Zajrzyjmy do ustawy i sprawdźmy, jak jest naprawdę!

Zacznijmy jednak od tego, że faktycznie, jeżeli tylko mamy taką możliwość (czyt. drogę lub pas rowerowy albo nadające się do jazdy pobocze), zgodnie z prawem powinniśmy z niej skorzystać. Konkretne przypadki kiedy można czy nie można jechać po jezdni zostawmy sobie na inny wpis, dziś skupimy się na przypadku, kiedy legalnie jedziemy razem z samochodami.

Co mówi prawo?

Zasady poruszania się po drogach reguluje ustawa Prawo o ruchu drogowym (link). A tam, czarno na białym napisano:

Rozdział 3
Ruch pojazdów
Oddział 1
Zasady ogólne

4. Kierujący pojazdem jest obowiązany jechać możliwie blisko prawej krawędzi jezdni (…)

Przeczytaliśmy? To teraz rozłóżmy ten fragment na czynniki pierwsze.

Po pierwsze: zwróćmy uwagę, że w punkcie czwartym nie ma rozróżnienia na rower, samochód, czy inny pojazd. Każdego z nich przepis dotyczy w tym samym stopniu.

Nigdzie, powtórzę, NIGDZIE nie jest powiedziane, że rowerzysta powinien trzymać się prawej strony jezdni bardziej, niż kierowca samochodu i jego prawe lusterko.

I właściwie na tym mogłabym skończyć temat, ale skoro już zaczęłam, pociągnijmy to dalej :)

Po drugie, tym razem spójrzmy na ostatnie słowo: jezdni. Tak, drodzy kierowcy, najwyższy czas pogodzić się z tym, że jeśli obok nie ma drogi rowerowej ani nadającego się do jazdy pobocza, rowerzyści mają nie tylko prawo, ale i obowiązek poruszać się po jezdni.

Po trzecie, nadal punkt czwarty: jechać możliwie blisko prawej. Nie: tuż przy krawędzi. Nie: 10 cm od krawężnika. Nie: a niech się łajza obija o te wszystkie studzienki. Możliwie blisko – czyli na tyle blisko, żeby mieć pole manewru zarówno do bezpiecznego omijania przeszkód, jak i do bycia bezpiecznie wyprzedzanym (o tym za chwilę).

Skoro więc każdy rozsądny kierowca trzyma bezpieczny odstęp od krawężnika, studzienek, lusterek zaparkowanych samochodów, drzew w skrajni czy choćby dużych kałuż na poboczu, to samo prawo trzeba przyznać i rowerzystom.
Warto pamiętać, że o ile kierowca najeżdżający na dziurę najczęściej stęknie tylko z myślą o zawieszeniu, o tyle ta sama dziura dla roweru może oznaczać solidnego fikołka albo wręcz wylot w powietrze. A, drodzy kierowcy, co jeśli ów rowerzysta albo jego sprzęt zakończą lot na samochodzie? Lakiernik to droga impreza, szkoda waszych pieniędzy :)

Jak daleko od prawej krawędzi jezdni mogę jechać?

Ani ja, ani nikt inny nie poda Wam jedynej słusznej odległości w centymetrach. Inna będzie ta możliwa odległość na świeżo wyremontowanej drodze, inna na takiej, gdzie dziury sięgają metra od krawężnika. Inna, kiedy tuż przy jezdni jest sznur zaparkowanych samochodów, inna po deszczu, gdzie pod kałużami może kryć się niewiadomoco.

To kierujący decyduje, jaka odległość od prawej krawędzi jezdni w danych okolicznościach jest możliwa i bezpieczna. (Źródło: Policja w Świętochłowicach)

Najczęściej zaleca się jazdę około metra od krawędzi jezdni. Taka odległość z reguły wystarcza rowerzyście na bezpieczne ominięcie napotkanych przeszkód, dziur i wystających studzienek, a jednocześnie utrudnia kierowcom próby niebezpiecznego wyprzedzania bez zachowania odpowiedniej odległości.

W ramach potwierdzenia: Sąd Najwyższy w jednym z orzeczeń stwierdził, że: poruszania się przez rowerzystę poszkodowanego w wypadku w M. w odległości około 1,2 m od krawędzi jezdni nie można uznać za naruszające przepis art. 16 ust. 4 PoRD [Wyrok SN z 10.08.2005, sygn. III KK 308/04. Ten cytat krąży po internecie, ale niestety nie mogę nigdzie znaleźć pełnej treści uzasadnienia aby potwierdzić źródło]

Halo, policja? Ten rowerzysta jedzie środkiem jezdni!

Jeśli ma to miejsce tuż przed skrzyżowaniem, rowerzysta może jechać środkiem pasa! Wróćmy do ustawy:

Rozdział 3
Ruch pojazdów
Oddział 1
Zasady ogólne

(…)

7. Na skrzyżowaniu i bezpośrednio przed nim kierujący rowerem, motorowerem lub motocyklem może poruszać się środkiem pasa ruchu, jeśli pas ten umożliwia opuszczenie skrzyżowania w więcej niż jednym kierunku, z zastrzeżeniem art. 33 ust. 1. (Art.33 ust.1 każe korzystać z pasa lub drogi dla rowerów, jeśli takie są dostępne)

To stosunkowo nowy przepis, którego celem jest ułatwienie (lub wręcz umożliwienie) rowerzystom skrętu w lewo, włączenie się do ruchu z podporządkowanej ulicy, a także zmniejszenie ryzyka tego, że np. skręcający w prawo samochód zajedzie drogę rowerzyście jadącemu prosto. Niestety, takie przypadki zdarzały się i zdarzają nadal. Wyjazd na środek jezdni wymaga trochę odwagi (i ostrożności!), ale gorąco polecam korzystanie z tej możliwości.

Bezpieczny odstęp

Nasze drogi są, jakie są. Dziury, wystające studzienki, zasypane piaskiem pobocze, krzywo parkujące samochody, kałuże, śmieci, dobrze to znacie. Jeśli spotkamy na drodze te i inne niespodzianki, musimy mieć możliwość ich ominięcia. Zresztą, zajrzyjmy znów do ustawy (przypominam słowniczek: wyprzedzanie = pojazdu w ruchu; omijanie = stojącego pojazdu lub przeszkody, np. dziury). Zwróćcie więc uwagę, że prawo wręcz zobowiązuje nas, rowerzystów, do omijania przeszkód z bezpiecznej odległości! Nie możemy przecież szorować kierownicą o cudze lusterka czy wyskakiwać w powietrze na kolejnych studzienkach.

Oddział 5
Wymijanie, omijanie i cofanie

Art. 23. 1. Kierujący pojazdem jest obowiązany: (…)

2) przy omijaniu zachować bezpieczny odstęp od omijanego pojazdu, uczestnika ruchu lub przeszkody.

I na koniec, tak dla formalności:

Wyprzedzaj bezpiecznie znak

Oddział 6
Wyprzedzanie

2. Kierujący pojazdem jest obowiązany przy wyprzedzaniu zachować szczególną ostrożność, a zwłaszcza bezpieczny odstęp od wyprzedzanego pojazdu lub uczestnika ruchu. W razie wyprzedzania roweru, (…) odstęp ten nie może być mniejszy niż 1 m.

To tyle na dzisiaj. I kiedy po raz kolejny ktoś będzie próbował wcisnąć Wam, że macie szorować oponami o krawężnik – już wiecie, co odpowiedzieć :)

Zdjęcie w nagłówku: Flo Karr (Unsplash, licencja CC)

  • Maciej Leśniewski

    Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 10 sierpnia 2005 r. (III KK 308/04)

    Poruszania się przez rowerzystę poszkodowanego w wypadku w M. w odległości około 1,2 m od krawędzi jezdni nie można uznać za naruszające przepis art. 16 ust. 4 p.r.d., a wobec tego nie można mówić o jego przyczynieniu się do zaistniałego w tej miejscowości wypadku.
    OSNwSK 2005/1/1515
    Dz.U.2017.1260: art. 16
    Dz.U.2016.1137: art. 177

    Skład orzekający

    Przewodniczący: Prezes SN L. Paprzycki (spraw.)
    Sędziowie: L. Misiurkiewicz, S. Zabłocki

    Sentencja

    Sąd Najwyższy w sprawie M. P., oskarżonego z art. 177 § 2 k.k. w zw. z art. 178 § 2 k.k., po rozpoznaniu w Izbie Karnej na rozprawie w dniu 10 sierpnia 2005 r. kasacji, wniesionej przez obrońcę oskarżonego od wyroku Sądu Okręgowego w Lublinie z dnia 28 czerwca 2004 r., sygn. akt V Ka 1123/04, zmieniającego wyrok Sądu Rejonowego w Lublinie z dnia 8 marca 2004 r., sygn. akt IV K 182/03, uchyla zaskarżony wyrok i sprawę przekazuje Sądowi Okręgowemu w Lublinie do ponownego rozpoznania w postępowaniu odwoławczym.

    Uzasadnienie faktyczne

    Sąd Okręgowy w Lublinie, wyrokiem z dnia 28 czerwca 2004 r., w sprawie V Ka 1123/04, zmienił wyrok Sądu Rejonowego w Lublinie, wydany w sprawie IV K 182/03, którym M. P. skazany został za dwa przestępstwa zakwalifikowane z art. 177 § 2 k.k. w zw. z art. 178 k.k. łącznie, między innymi, na karę 8 lat pozbawienia wolności, w ten, między innymi, sposób, że karę orzeczoną za drugi czyn złagodził do 4 lat, a karę łączną do 7 lat pozbawienia wolności.
    Od powyższego wyroku Sądu Okręgowego kasację na korzyść oskarżonego wniósł jego obrońca i zarzucając „rażące naruszenie prawa materialnego oraz procesowego, mające wpływ na treść orzeczenia, a mianowicie:
    I. 1) art. 16 ust. 4 i 5 oraz art. 33 ust. 1a ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. Prawo o ruchu drogowym – Dz. U. Nr 98, poz. 602, przez błędną wykładnię i niewłaściwe zastosowanie, wynikające z przyjęcia, że poruszanie się H. W. co najmniej 1,2 m od prawej krawędzi jezdni, a Z. K. w okolicy osi jezdni, nie stanowi naruszenia wyżej cytowanych przepisów, nakazujących rowerzyście jazdę po poboczu, a gdy jest to niemożliwe, nakazujących jazdę «możliwie blisko prawej krawędzi jezdni» i nie było bezpośrednią przyczyną, która doprowadziła do powstania obu wypadków;
    2) art. 51 ust. 1 i 6 ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. Prawo o ruchu drogowym – Dz. U. Nr 98, poz. 602, przez przyjęcie, że niezastosowanie się obu pokrzywdzonych do tego przepisu i niewłączenie oświetlenia elektrycznego (gdyż go nie posiadali) nie ma żadnego znaczenia dla przebiegu obu wypadków, w sytuacji gdy wszystkie pojazdy miały obowiązek jazdy z włączonymi światłami przez okrągłą dobę od 1 października do ostatniego dnia lutego, a w pozostałych miesiącach od zmierzchu do świtu, a więc w porze obu wypadków;
    II. 1) art. 170 § 1 i 2 k.p.k. i 201 k.p.k. przez oddalenie wniosku dowodowego zgłoszonego na rozprawie w dniu 5 marca 2004 r., o zwrócenie się do Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w W. o wydanie opinii, z jakiej odległości w dniu 18 listopada 2002 r. o godz. 15.50-16.00 kierowca samochodu „Polonez” dostrzeże rowerzystę ubranego na ciemno i jadącego rowerem nieposiadającym żadnego oświetlenia odblaskowego i elektrycznego, w sytuacji gdy w piśmie Instytutu Meteorologii (k. 432) mówi się o widoczności w godzinach rannych i o 50% gorszej w godzinach popołudniowych, ale nic się nie mówi o widoczności o zmierzchu i wieczorem, czyli w czasie wypadków;
    2) art. 5 k.p.k. przez rozstrzygnięcie wszystkich wątpliwości na niekorzyść oskarżonego, w szczególności wątpliwości dotyczących przebiegu wypadku w Ł.;
    3) art. 7 k.p.k. przez przyjęcie, że materiał dowodowy przeczy tezie o nagłym wtargnięciu rowerzysty na tor ruchu Poloneza, w sytuacji gdy ślady hamowania biegną ku lewej krawędzi jezdni, a na lewym poboczu leżał pokrzywdzony i rower oraz że M. P. podczas drugiego wypadku pozbawiony był jakiejkolwiek możliwości obserwacji jezdni (k. 6 uzasadnienia) oraz przez przyjęcie, że niesprawne technicznie oba rowery nie miały znaczenia przy ocenie prawnej i faktycznej obu zdarzeń”,
    wniósł o uchylenie wyroków sądów obu instancji i przekazanie sprawy Sądowi Rejonowemu w Lublinie do ponownego rozpoznania.

    Uzasadnienie prawne

    Sąd Najwyższy zważył, co następuje.
    Kasacja obrońcy oskarżonego jest oczywiście bezzasadna, w rozumieniu art. 535 § 2 k.p.k., co do wszystkich zarzutów, z wyjątkiem sformułowanego w jej pkt II/1, dotyczącego obrazy przepisów art. 170 § 1 i 2 k.p.k. i art. 201 k.p.k., wobec oddalenia wniosku dowodowego dotyczącego opinii Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej co do rzeczywistego wpływu zachmurzenia na widoczność w miejscach i czasie zaistnienia obu wypadków drogowych.
    W żadnym natomiast wypadku nie można uznać za trafne pozostałych zarzutów kasacji. Nie można podzielić stanowiska obrońcy, że zarówno w jednym, jak i w drugim wypadku rowerzyści powinni poruszać się poboczem, które w obu tych miejscowościach, na tych odcinkach drogi, nie nadawało się do jazdy rowerem (art. 16 ust. 5 ustawy z 1997 r. – Prawo o ruchu drogowym (p.r.d.), o czym przekonują wykonane w miejscach zdarzeń zdjęcia fotograficzne (k. 33 i 42). Natomiast poruszania się przez rowerzystę poszkodowanego w wypadku w M. w odległości około 1,2 m od krawędzi jezdni nie można uznać za naruszające przepis art. 16 ust. 4 p.r.d., a wobec tego nie można mówić o jego przyczynieniu się do zaistniałego w tej miejscowości wypadku. Inaczej jest, jeżeli chodzi o drugi wypadek – w Ł. Tam poszkodowany rowerzysta, będąc w głębokim stanie nietrzeźwości, poruszał się środkiem jezdni, rowerem, który nie był wyposażony również w światło odblaskowe i w ten sposób oczywiście przyczynił się do zaistnienia tego wypadku, bez względu na to, czy były to dzienne, czy też nocne warunki widoczności. Odrębną natomiast kwestią jest przyczynienie się do zaistnienia obu wypadków przez oskarżonego w tej sprawie kierowcę.
    Obrońca w uzasadnieniu kasacji stwierdza, że nie rozumie argumentacji sądów obu instancji prowadzącej do ustalenia związku przyczynowego między zachowaniem oskarżonego kierowcy prowadzącego samochód w obu miejscowościach, gdy jednocześnie przyjmuje się, że rowerzysta w Ł. poruszał się rowerem bez jakiegokolwiek oświetlenia, i to jeszcze środkiem jezdni. Wystarczy jednak z większą wnikliwością zapoznać się z uzasadnieniami obu wyroków. Zupełnie też dowolnie obrońca stwierdza, że są podstawy do ustalenia, iż rowerzysta w Ł. „nagle wtargnął na tor ruchu Poloneza”. Trafnie bowiem sądy obu instancji przyjęły, także w oparciu o opinię biegłego, że rowerzysta w tej ostatniej miejscowości został uderzony przednią lewą częścią samochodu w tył roweru, który w tym czasie przemieszczał się mniej więcej równolegle do osi jezdni. Nie sposób także podzielić stanowiska obrońcy, w świetle dokonanych w tej sprawie, bez obrazy jakichkolwiek przepisów, ustaleń, że w sprawie zaistniały nieusuwalne wątpliwości, które sądy obu instancji, z obrazą art. 5 § 2 k.p.k., rozstrzygnęły na niekorzyść oskarżonego. Obrońca myli bowiem swoje wątpliwości, do których ma prawo, co jednak jest w sprawie bez znaczenia, z tym o czym mowa jest w art. 5 § 2 k.p.k. – wątpliwościach nieusuwalnych, które w konkretnym postępowaniu miał albo powinien mieć prowadzący postępowanie organ procesowy. Tymczasem, w niniejszej sprawie sądy obu instancji, po dokonaniu prawidłowej oceny przeprowadzonych dowodów, ustaliły wersje wydarzeń, które – z zastrzeżeniem, o którym mowa w dalszej części uzasadnienia – nie budzą żadnych wątpliwości.
    Inna jest natomiast sytuacja, jeżeli chodzi o jedną okoliczność, choć także decydującą dla ustalenia odpowiedzialności karnej oskarżonego za spowodowanie obu wypadków drogowych. Tej właśnie okoliczności dotyczył wniosek obrońcy oskarżonego o dopuszczenie dowodu z opinii wspomnianego wyżej Instytutu, który to wniosek Sąd Rejonowy oddalił (k. 444), a Sąd Okręgowy, zmieniając wyrok sądu pierwszej instancji w istocie tylko co do kary, tę decyzję zaaprobował, nie dopatrując się w tym wypadku obrazy przez Sąd Rejonowy przepisów art. 170 § 1 i 2 k.p.k. i art. 201 k.p.k. Z tym stanowiskiem sądu odwoławczego nie można się zgodzić.
    Trafnie podjęto decyzję o dopuszczeniu dowodu z uzupełniającej opinii biegłego M. J. (k. 401, 402), w której zawarł on informację, wykorzystując właściwy program komputerowy, że w dniu obu wypadków – 18 listopada 2002 r. około godz. 15.50 słońce znajdowało się 3 stopnie poniżej horyzontu, co dawało naturalne oświetlenie 82 luksów. Wobec tego, dostrzeżenie pieszego w naturalnym świetle było możliwe, o ile nie wystąpiły warunki pogodowe utrudniające widoczności, np. pełne zachmurzenie lub mgła. W ustnej opinii złożonej na rozprawie (k. 417 v.) biegły, podtrzymując wywody pisemnej opinii, stwierdził dodatkowo, że nieoświetloną przeszkodę na drodze można dostrzec przy natężeniu oświetlenia co najmniej 10 luksów, zaznaczając, że „przeciętne zachmurzenie nie wpływa raczej na widoczność. W tych warunkach według mnie rowerzysta powinien być widoczny”. To sformułowanie można było rozumieć tylko w ten sposób, że brak jest, zdaniem biegłego, podstaw do ustalenia, że „warunki pogodowe” w miejscu obu wypadków mogły zmniejszyć natężenie oświetlenia znacząco poniżej 82 luksów. Wtedy też Sąd Rejonowy uwzględnił wniosek obrońcy oskarżonego o dopuszczenie dowodu z opinii wspomnianego Instytutu „odnośnie do warunków pogodowych panujących w okolicach Ł. w dniu 18 listopada 2002 r.”. Z uzyskanej opinii Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej Oddział w Krakowie wynika (k. 432), że w rejonie miejscowości Ł. od godzin przedpołudniowych zachmurzenie było całkowite, a wieczorem duże, natomiast widzialność w godzinach rannych wynosiła 10-15 km, zmniejszając się do 4-8 km w godzinach popołudniowych, jeżeli wystąpiły zamglenia. Już w tym miejscu należy przypomnieć, co jest bezsporne, ale także niewątpliwe, gdyż wynika z protokołów oględzin miejsc obu wypadków drogowych, że w czasie ich zaistnienia nie było ani opadów atmosferycznych, ani mgły (k. 28 i 38). Przesłuchani świadkowie nie pamiętali, jak intensywne było oświetlenie naturalne, natomiast oskarżony w ostatnim dniu rozprawy twierdził (k. 443), że po zatrzymaniu samochodu w miejscu, gdzie pojazd ten porzucił, było zupełnie ciemno.
    Złożony wówczas kolejny wniosek dowodowy obrońcy oskarżonego (k. 444), co prawda został sformułowany może nie do końca poprawnie, to jednak wskazywał istotę kwestii, która wymagała bez wątpienia wyjaśnienia, i to właśnie musi się stać przedmiotem czynności dowodowych, które podejmie w tej sprawie Sąd Okręgowy rozpoznając ponownie sprawę w postępowaniu odwoławczym. Zwrócić bowiem należało uwagę na te fragmenty opinii biegłego M. J. oraz Instytutu, z których wynika, że warunki atmosferyczne mogły wpłynąć na występującą w miejscach obu zdarzeń intensywność oświetlenia światłem naturalnym. To eksponuje przede wszystkim biegły M. J., gdyż z opinii Instytutu wynika jedynie informacja o zachmurzeniu i widzialności na odległość 4 do 8, a nawet 10 do 15 km. I tę kwestię trzeba niewątpliwie wyjaśnić, czego Sąd Rejonowy nie dostrzegł. Chodzi o to, aby w wyniku uzyskania opinii biegłego – eksperta z zakresu meteorologii wspomnianego Instytutu, a także opinii uzupełniającej biegłego M. J., tej ostatniej wydanej po przygotowaniu opinii przez biegłego meteorologa, stwierdzić, czy są podstawy do ustalenia, że występujące w miejscach i czasie obu wypadków warunki atmosferyczne – zachmurzenie – mogły spowodować zmniejszenie intensywności oświetlenia naturalnego i w jakim zakresie, poniżej 82 luksów. Nie chodzi przy tym o rozważania teoretyczne, bo to jest już wiadome, lecz o wskazanie, ewentualnie, tego, co pozwalałoby przyjąć, że takie zmniejszenie intensywności naturalnego oświetlenia w miejscach i czasie wypadku rzeczywiście wystąpiło.
    Gdyby rozważana była sytuacja „warunków nocnych”, a więc bez naturalnego oświetlenia, to wówczas, zwłaszcza biegły M. J., rozważając możliwość dostrzeżenia obu rowerzystów w światłach mijania samochodu kierowanego przez oskarżonego, będzie musiał uwzględnić nie tylko stan nietrzeźwości kierowcy, ale także dodatkowe okoliczności. W drugim zdarzeniu, w Ł.: uszkodzenie przedniej szyby pojazdu i stłuczenie prawej przedniej lampy świateł mijania, brak jakiegokolwiek oświetlenia roweru poszkodowanego oraz jego ciemne ubranie. Natomiast jeżeli chodzi o pierwsze zdarzenie, w M., sytuacja jest zasadniczo inna, gdyż konieczne jest uwzględnienie, ewentualnie, warunków nocnych, ale przede wszystkim tego, że nawet w tych warunkach wystąpiła okoliczność umożliwiająca dostrzeżenie przeszkody w światłach mijania – wyposażenie roweru poszkodowanego w sprawne światło odblaskowe, które mogło i powinno być dostrzeżone przez oskarżonego już z odległości co najmniej 60 m (opinia M. J., k. 185). Natomiast, wobec przeprowadzonych dowodów (k. 430), brak jest możliwości przyjęcia ustalenia, że w miejscu obu zdarzeń zapalone były latarnie oświetlające drogę. W tych warunkach rozważanie takiej okoliczności w tej sprawie nie jest możliwe.
    Wskazane dowody zostaną przeprowadzone przez sąd odwoławczy w trybie art. 452 k.p.k., jako będące jedynie pośrednie „co do istoty sprawy” w rozumieniu tego przepisu, gdyż pozwolą ocenić, czy uzasadnione było stanowisko Sądu Okręgowego, a wcześniej Sądu Rejonowego, że brak jest podstaw do ustalenia, iż warunki pogodowe – zachmurzenie w miejscu i czasie obu wypadków – stworzyły warunki nocne, bez naturalnego oświetlenia.
    Mając powyższe na względzie, Sąd Najwyższy uchylił wyrok Sądu Okręgowego w całości i sprawę przekazał temu Sądowi do ponownego rozpoznania w postępowaniu odwoławczym, w celu uzupełnienia przewodu sądowego w trybie określonym w art. 452 § 2 k.p.k. przez przeprowadzenie wskazanych dowodów.

  • Monika Maria

    Codziennie jeżdżę trase ponad 25km i notorycznie auta i autobusy (!) mijają mnie bardzo blisko, w odległości nawet mniejszej niz 0,5m. Czy zamontowanie kamerki i przesyłanie nagrania np Policji, właścicielowi firmy do której należy dany samochód itd to cokolwiek pomoże?

  • Gadzinisko

    Zwykle lepiej jechać ciut dalej od krawężnika, bo to ogranicza samochodom możliwość wyprzedzania ze zbyt małym odstępem… Albo daje miejsce do spieprzania do brzegu jeśli i tak to zrobią.

  • autobusiarz

    Autobus ma jechać 10 kilometrów z prędkością 15 km/h, bo nie ma możliwości wyprzedzenia roweru z metrowym odstępem… raczej bez sensu!
    [Komentarz edytowany. Bardzo proszę bez wulgaryzmów.]

    • Już nie wyolbrzymiaj, z reguły kierowca musi zwolnić tylko na chwilę. Na sekundy, ewentualnie minuty. Jeśli nie może wyprzedzić rowerzysty przez te 10 kilometrów, to znaczy że ruch jest tak duży że i tak nie pojedzie więcej niż te 15 km/h :)