Jak nauczyć się jeździć rowerem po jezdni?

Kiedy rozmowa z kimś nowym zejdzie na rowerowe tematy, mogę być prawie pewna, że w którymś momencie ten tekst padnie.

Ale jak to, jeździsz rowerem po jezdni? Nie no, szacun, podziwiam cię, ja bym się bał… – mówi osoba codziennie prowadząca samochód :)

Miasta robią się coraz bardziej przyjazne dla rowerów. Nie tylko infrastruktura, ale i kierowcy zmieniają się na lepsze. Oczywiście, że są przypadki beznadziejne, ale wciąż jestem zdania, że przekonanie oni mnie tam nie chcą, nie lubią, rozjadą na kawałki, najczęściej siedzi w naszych głowach. W mojej też długo siedziało.

Trochę czasu zajęło zdanie sobie sprawy, że większość kierowców naprawdę nie chce zrobić mi nic złego, większość z nich jest całkiem w porządku, a zresztą i tak zapomną o mnie po jakichś stu metrach.

Wiem, że nie w każdym mieście rowerzyści mają tak dobrze, jak w Gdańsku. Rozumiem, że wiele ruchliwych ulic nie jest najlepszym miejscem dla rowerzystów. Z drugiej strony, codziennie widzę rowerzystów omijających PUSTĄ ulicę na rzecz przeciskania się między pieszymi na chodniku. I tego już nie rozumiem :)

Dlatego, póki jeszcze pamiętam jak to było bać się samochodów i wszystkiego innego na drodze, z dedykacją dla wszystkich tych, którzy wolą slalom-gigant między pieszymi po dziurawym chodniku zamiast spokojnego wożenia się szerokim asfaltem, krótki poradnik: jak to zrobić, żeby jeździć po jezdni bez strachu. Jak ten pan ze zdjęcia. Nie wygląda na przerażonego, prawda?

Zdjęcie: Jonathan Westbrook (licencja CC)
Zdjęcie: Jonathan Westbrook (licencja CC)

Dlaczego lubię jazdę po jezdni?

 Często nawet boczne uliczki (pomijając te z kostką brukową) są w lepszym stanie niż chodniki i mamy dla siebie dużo więcej miejsca.

Nie na wszystkich ulicach są ścieżki rowerowe, ale na większości jest jakaś jezdnia :)

 W przeciwieństwie do chodnika, na jezdni panują jasne reguły. Wiemy, który pas jedzie w którą stronę, i nie trzeba obawiać się wbiegających pod koła dzieci czy psów na niewidzialnych smyczach.
Swoją drogą, od małego uczy się dzieci żeby nie wbiegały bezmyślnie na jezdnię, ale ostrożności przy ścieżkach rowerowych chyba jeszcze nie włączyli do programu. Czas najwyższy!

 Nawet w środku lata, w szczycie sezonu, kiedy wszelkie ścieżki są szczelnie zapchane niedzielnymi rowerzystami, na jezdniach jest ich znacznie mniej.

 Jest też znacznie mniej pieszych :)

 Pojawiając się na jezdni, przyzwyczajamy kierowców do naszej obecności na ulicach. W końcu, jak mają nauczyć się zachowania przy rowerzystach, jeśli nie spotykają żadnego na drodze?

 Jeżdżąc po jezdni ostajemy się lepszymi kierowcami – szczególnie jeśli ktoś tak jak ja wsiada za kierownicę kilka razy w roku. Jeśli jestem w stanie poruszać się po mieście razem z samochodami, w dodatku bez solidnej puszki ochronnej, to jazda samochodem przestaje być aż tak stresująca.

Zdjęcie: Gigantic Robot (licencja CC)
Zdjęcie: Gigantic Robot (licencja CC)

Jestem zdania, że jazda po jezdni to umiejętność jak każda inna. Niektórym przychodzi bez trudu, inni muszą trochę poćwiczyć, ale każdy jest w stanie to opanować. Zatem, do dzieła!

Powtarzaj za mną: mam prawo tu być. Mam prawo tu być!

Nie wszystkim kierowcom się to podoba, ale cóż, jakoś muszą się z tym pogodzić. Jeśli to zwykła ulica z ograniczeniem do max 50 km/h, obok nie ma ścieżki rowerowej, nie jedziesz z dzieckiem, nie ma kilkunastu centymetrów śniegu ani większego załamania pogody – przepisy mówią jasno: powinieneś jechać po jezdni.

Ta świadomość pomoże Ci w pewnym poruszaniu się po jezdni na równi z samochodami, bez oporów przy korzystaniu ze swoich praw (np. jazdy środkiem pasa tam gdzie to konieczne), bez uciekania z drogi przed każdym większym od Ciebie pojazdem.

Nie daj sobie wmówić, że Twoje miejsce jest na chodniku. Nie jest.

Upewnij się, że panujesz nad rowerem

Wszelkie braki w tym zakresie dobitnie dadzą o sobie znać podczas jazdy. Samo utrzymanie równowagi masz już pewnie opanowane, ale w bezpiecznym miejscu, np. na pustym parkingu przećwicz sobie:

  • sprawne ruszanie – bez telepania rowerem na boki
  • jazdę jednorącz, jazdę jednorącz z jednoczesnym hamowaniem – niezbędną do sygnalizacji manewrów!
  • awaryjne hamowanie rozpędzonego roweru – szczególnie, jeśli masz tylko hamulec w pedałach
  • jazdę przy bardzo niskiej prędkości

Zadbaj o rower

Tego punktu nie powinno tu być, bo przecież o sprawne hamulce i odpowiednie oświetlenie dbasz na co dzień, prawda? :)

Zadbaj o siebie

Jeśli zwykle jeździsz ze słuchawkami, na początku przygody z jezdnią proponuję z nich jednak zrezygnować, dzięki temu lepiej zorientujesz się, co dzieje się dookoła. Poza tym, wszelkie chwyty dozwolone. Poczujesz się pewniej, jeśli założysz kask i kamizelkę? To załóż. Nie chcesz kasku? Nie zakładaj, nie są u nas obowiązkowe. Kamizelki też nie są.

Poczytaj przepisy

Być może dotychczas omijałeś te informacje twierdząc, że Cię nie dotyczą. Czas to naprawić! Wiele przepisów mogło zmienić się od czasu, kiedy zdawałeś prawo jazdy. Czy wiesz, że nie musisz jechać tuż przy krawężniku? Czy wiesz, kiedy możesz jechać samym środkiem jezdni? Kiedy masz pierwszeństwo, a kiedy powinieneś ustąpić? Z której strony wolno Ci wyprzedzić samochód? I co to w ogóle jest kontrapas?

Znajomość przepisów i ogólnych zasad poruszania się po jezdni nie tylko sprawi, że poczujesz się pewniej, ale zwyczajnie poprawi Twoje bezpieczeństwo. Trzymając się ok. metra od krawężnika unikniesz studzienek czy największych dziur w jezdni, utrudnisz też wyprzedzanie Cię bez zachowania bezpiecznego odstępu. Zajmując przed skrzyżowaniem miejsce na środku pasa zmniejszysz szanse na zajechanie Ci drogi.

I koniecznie, koniecznie pamiętaj o sygnalizacji każdego planowanego skrętu czy zmiany pasa!

Zasada ograniczonego zaufania

wciąż jest na czasie. Niestety, trzeba wziąć poprawkę na to, że wciąż może zdarzyć się kierowca jeżdżący z własną wersją przepisów. Tą mniej więcej sprzed 20 lat. Niewiele chyba możemy w tej sprawie zrobić, więc niezależnie od tego, czy mamy pierwszeństwo albo prawo do danego zachowania/manewru, zwyczajnie uważajmy za dwóch.
Pamiętaj, im więcej będzie nas na jezdniach, tym szybciej kierowcy będą zmuszeni nauczyć się zachowywać jak należy :)

Zacznij na luzie

Wybierz spokojną ulicę w okolicy, którą dobrze znasz. Ale nie zupełnie pustą, w końcu chcesz nauczyć się jeździć z samochodami. Ja zaczynałam na ul. Bora-Komorowskiego w Gdańsku, którą musiałam dojechać do ścieżki rowerowej. Taka ulica była niezłą szkołą, bo wyprzedzały mnie nie tylko samochody, ale czasem i – o, zgrozo! – autobusy.

Powiedziałabym nie bój się, ale dobrze wiem, że to tak nie działa. Ja też się bałam, szczególnie przy tych autobusach. Powiem Ci więc: to minie. Jeśli tylko poruszasz się zgodnie z przepisami, szybko przekonasz się, że kierowcy naprawdę nie chcą zrobić Ci nic złego. Choćby dlatego, że wizyta u lakiernika swoje kosztuje :)

Spróbuj ulicy z pasem rowerowym w jezdni

Albo ścieżką rowerową poprowadzoną blisko jezdni. W Gdańsku idealne warunki masz na ulicy Wojska Polskiego/Wita Stwosza (to tam, gdzie tramwaj do uniwerku):

Źródło: Google Maps
Źródło: Google Maps

Mając wydzielony pas dla rowerów jesteś spokojny, że żaden samochód na Ciebie nie wjedzie, a jednocześnie przyzwyczajasz się psychicznie do ich bliskiej obecności.

Podejmuj wyzwania

To, że boisz się ulicy X nie oznacza, że możesz odpuścić sobie też ulice Y i Z. Na początku próbuj swoich sił tam, gdzie czujesz się w miarę bezpiecznie. Liczy się to, że w ogóle próbujesz! Zobaczysz, że jezdni, których już się nie boisz wciąż będzie przybywać, a z czasem nawet przejazd przez Hucisko nie będzie taki straszny :)

Sam czy z kimś?

Sam zdecyduj, co będzie dla Ciebie najlepsze. Ja wolałam przejść to sama, ale wiem że niektórzy chcieliby zaczynać w towarzystwie. Wybierz osobę, która nie tylko nie boi się jezdni, ale też wiesz, że będzie dla Ciebie wsparciem, nie zacznie ani krytykować, wyśmiewać ani nadmiernie panikować.

Nie rób nam wstydu

Jazda po jezdni to też obowiązki. Choć nie wszystkie przepisy dotyczące samochodów da się bezpośrednio przełożyć na rower, to jednak porcja zdrowego rozsądku i zwykłej kultury nie zaszkodzi. To, że nie mamy licznika, nie znaczy że możemy bezkarnie zapierniczać po ulicy w strefie zamieszkania. To, że możemy wyprzedzać stojące w korku samochody nie znaczy, że możemy zignorować czerwone światło. Nieprzychylni rowerzystom kierowcy czy piesi zapamiętają każdy nasz głupi manewr i z radością obciążą nim całą grupę rowerzystów. Nie dawajmy im tej satysfakcji.

„Jeśli się mylisz, rób to konsekwentnie”

Przeczytałam to w podobnym poradniku dla kierowców, i uważam że to całkiem sensowna uwaga. Cóż, czasem się zdarza zrobić coś źle. Przyznaję, mi też. Na drodze powinno zdarzać się rzadziej, ale mimo wszystko, każdy się czasem zamyśli, zagapi, pomyli. Jeśli zdasz sobie sprawę, że wykonujesz właśnie jakiś niepoprawny manewr, prawdopodobnie najbezpieczniejszą opcją będzie… go dokończyć. Jeśli inni uczestnicy ruchu już Cię zauważą, nawet jeśli popukają się po głowie, wiedzą, czego się spodziewać i mogą odpowiednio zareagować, zwolnić, czy co tam akurat potrzeba. Zmiana zamiarów w połowie manewru, nagłe zatrzymanie się na środku drogi i olabogacoteraz czy niespodziewane zawracanie mogą być bardziej niebezpieczne niż dokończenie tego, co zaczęliśmy.

Z czasem będzie lepiej

Nawet jeśli na początku jazda po jezdni wydaje się szczytem brawury, uwierz mi, że z każdą kolejną próbą stanie się mniej stresująca. Będzie super, jeśli w ogóle zaczniesz, na ulicach o takim natężeniu ruchu, jakie jesteś w stanie wytrzymać. Zobaczysz, że z czasem poczujesz się pewniej, aż w pewnym momencie nie będziesz już wyobrażał sobie jazdy chodnikiem.. a może nawet sam zaczniesz wkurzać się na jeżdżących chodnikiem rowerzystów :)

Chomik trzyma kciuki za przyjemną i bezpieczną jazdę!

Chomik

To tyle ode mnie. Jeśli znacie kogoś, komu ten artykuł mógłby się przydać, śmiało prześlijcie go dalej. Sama codziennie spotykam rowerzystów męczących się między pieszymi na wąskim chodniku. Pokażmy, że można inaczej :)

Obrazek w nagłówku: Matthew Wiebe (licencja CC)

  • eV

    Bardzo fajny artykuł, szczegółowy i kompletny.
    Ja przez większość życia jeździłam tylko po jezdni, bo gdy zdawałam kartę rowerową (który to był rok? 2005?) przepisy jasno mówiły, że po chodniku może jechać dziecko do któregoś roku życia i tylko pod opieką dorosłego – a po osiągnięciu określonego wieku jego miejsce jest na poboczu ulicy jeśli ścieżki nie ma. A że ścieżki w moim rodzinnym miasteczku nie było, to jeździłam ulicą. Pamiętam też, że skręcając w lewo trzeba stanąć praktycznie na środku ulicy rowerem, co czasem mnie przerażało, bo co jeśli samochód jadący za mną tego nie zarejestruje? Widzę, że Ty masz o wiele więcej zaufania do kierowców niż ja.
    Gdy zamieszkałam w Trójmieście, to szokiem było dla mnie to, że dorośli kolarze jeżdżą po chodniku pośród pieszych, często bardzo szybko. Do dziś mnie to irytuje, choć rozumiem, że część winy jest po stronie miasta, które najchętniej umieściłoby pasy samochodów od początku do końca szerokości drogi. Zwłaszcza, że dowiedziałam się, że na niektórych ulicach rowerzyści nie mogą jeździć poboczem. Wina rowerzystów oczywiście też jest – ile razy już widziałam jak jakiś leniuch jechał środkiem chodnika, mając ścieżkę rowerową po drugiej stronie ulicy.
    W każdym razie, popieram to, że rowerzysta powinien jeździć po ulicy a nie chodniku. Przecież nawet głupia nawierzchnia asfaltowa lepiej nadaje się pod koła.

    • Cieszę się, że się podoba :)
      Mnie te samochody też na początku przerażały, ale z czasem okazało się że większość kierowców jest naprawdę w porządku. Dla odmiany w mieście, w którym się wychowałam, nawet jak zrobili ścieżkę to nikt tego nie przestrzegał („gdzie się z tym rowerem między ludzi pchasz?!”), na jezdniach też bywało różnie. Byłam święcie przekonana, że w dużym mieście będzie o wiele gorzej niż w takiej mieścinie – a okazało się, że jest dokładnie odwrotnie :)

  • Maciej Rutecki

    Na jezdni jesteśmy zdecydowanie lepiej widoczni dla kierowców, szczególnie wyjeżdżających z bocznych uliczek.

    Z przekonaniem kogoś do jazdy ulicą jest tak samo jak z przekonaniem kogoś, do samej jazdy rowerem: że nie wymaga nie wiadomo jakiego heroizmu i przygotowań. Najlepiej dać samemu przykład, bez niepotrzebnego naciskania. W sumie zachęciłem do jazdy rowerem do pracy cztery osoby, ale ani razu nie proponowałem im tego. Bardziej chodzi o przełamanie stereotypów („w zwykłym ubraniu się nie da”, „będę brudny i spocony”, czy: „jest bardzo niebezpiecznie”).

    Pozdrowienia dla chomika. ;-)

    • Szkoda mi czasem, że tak mało osób w ogóle próbuje. O ile rozumiem, że boją się większych ulic, o tyle szlag mnie czasem trafia jak widzę takich cisnących wąskim, zastawionym samochodami chodnikiem zamiast wbić na pustą uliczkę tuż obok. Niby nic na siłę, ale zdarza mi się zwrócić takim osobni(cz)kom uwagę, jeśli tylko nie wyglądają na mało agresywnych :)

  • Filip

    Często jeżdżę po drogach publicznych i zupełnie nie rozumiem tego lamentu, jak to niby kierowcy gnębią rowerzystów. Przed laty owszem, bywało gorzej, a teraz jest coraz lepiej. Auta omijają mnie naprawdę szerokim łukiem, a wyprzedzanie „na gazetę” to już zupełna rzadkość, z przejawami chamstwa się nie spotykam, ale też nie pcham się z rowerem na drogi bez pobocza, gdzie tir albo autobus miałby się za mną wlec przez pół godziny zanim będzie mnie mógł wyprzedzić. Nie jest to przyjemne dla nikogo. Oto garść moich spostrzeżeń/zasad:
    1. Zachować zdrowy rozsądek – jesteśmy pełnoprawnym uczestnikiem ruchu, ale nie zawsze musimy koniecznie korzystać ze swoich praw, zwłaszcza gdy bez problemu możemy zjechać na nieuczęszczany chodnik, a innym pojazdom ułatwi to poruszanie się.
    2. Zachowywać się przewidywalnie dla kierowców. Na przykład lepiej jechać stale ok. 30 cm od krawężnika, niż zbyt blisko, by co chwilę omijać kratki ściekowe, wykonując przy tym gwałtowne manewry.
    3. Przejazd przez ronda – tu wyjątkowo jedziemy środkiem swojego pasa, żeby jakiemuś debilowi nie zachciało się nas wyprzedzić i zajechać nam drogi na zjeździe z ronda. Po opuszczeniu ronda powrót do swojej prawej strony.
    4. Zasada ograniczonego zaufania – o tym chyba nie trzeba przypominać :)

    • Maciej Rutecki

      Ad2. Popieram w szczególności, lepiej już dokończyć błędny manewr (o ile jest się dobrze widocznym i kierowca ma możliwość reakcji), niż nagle z niego zrezygnować i zmienić kierunek ruchu.

      Ad3. To chyba nawet od 2013 roku prawo umożliwia.

      Z autobusami mam problem. Czasem nie ma jak na wąskiej uliczce zjechać na pobocze i je przepuszczać. Np. Świętojańska w Gdyni, czy Piastowska w Gdańsku.

      BTW przepuszczajmy autobusy, nawet jak mamy pierwszeństwo na skrzyżowaniu DDR z drogą. Oni maja gorzej, a dla pasażerów gwałtowne hamowanie, aby przepuścić rower nie jest fajne. Ja ich zawsze przepuszczam, jak ktoś za mną nie jedzie. Taki rewanż za to jak mi ustępują pierwszeństwa. :-)

      • Filip

        Podobnie jest z tramwajem np. na Karmelickiej w Krakowie – trzeba mu zjechać na chodnik, bo za wąsko. Motorniczy zwykle podziękuje i jest git:)

  • Bardzo ciekawy artykuł. Moje przemyślenia po powrocie do roweru kilka lat temu co do jazdy jezdnią były podobne.
    Większość tak zwanych chodnikowców za bardzo wyolbrzymia strach przed jazdą jezdnią bagatelizując za to możliwe skutki jazdy chodnikiem.
    Prowadząc od ubiegłego roku zajęcia praktyczne dla rowerzystów (w ruchu miejskim) dorosłych (i dzieci ale to inny temat) można usłyszeć różne wymówki dlaczego nie jezdnia. I co ciekawe większość się da obalić po takich zajęciach.
    Mieliśmy nawet sytuacje że babka nam podziękował bo wreszcie mogła (oddawana chciała ale się bała) pojechać z domu nad zalew. Wcześniej mąż ją przywoził nad Zalew autem i tam dopiero siadała na rower.

  • Pingback: Kontrapasy. Co to, po co to, i jak tego używać? | Blog z Miasta()

  • W ostatnich latach rzadko jeżdżę na rowerze, a jak już to raczej po ścieżkach rowerowych. Jednak w mojej okolicy jest strasznie ruchliwa i w niektórych miejscach bardzo wąska ulica Świętokrzyska, gdzie wyprzedzenie roweru, szczególnie przez autobus jest naprawdę trudne. Jechanie tam było dla mnie zawsze strasznie stresujące, więc czasami ratowałam się chodnikiem, choć i on jest chwilami mega wąski :( Ale artykuł super, szczególnie dla takich „niedzielnych” kierowców jak ja :)

    • Dla mnie początki jazdy ulicą też były stresujące, duużo autobusów musiało mnie wyprzedzić zanim przestałam się ich bać :) Co więcej, mam wrażenie że kierowcy autobusów wyprzedzali dużo ostrożniej niż niektórzy kierowcy samochodów, to tylko rozmiar pojazdu robił tak przerażające wrażenie.
      Fakt, że jest w Gdańsku trochę ulic, gdzie wpuszczenie rowerzystów na chodnik byłoby bezpieczniejsze dla wszystkich uczestników ruchu. Na szczęście wciąż jeszcze mamy ciche przyzwolenie na unikanie jezdni.
      Na początek warto próbować sił na jezdni na tych spokojniejszych ulicach, z czasem nabierze się pewności siebie i coraz więcej ulic zaliczy się do kategorii „nie boję się jej” :)

  • Pingback: Czego SimCity nie powie Ci o prawdziwym mieście? | Blog z Miasta()

  • Pingback: Najlepszy rower miejski do Gdańska? Elektryczny! | Blog z Miasta()