Podziękuj swojemu miastu. PITem!

Oprócz podsumowań i postanowień, początek nowego roku to też czas, kiedy większość z nas dostaje od pracodawcy pewien kwitek. Niektórzy już się z nim rozprawili, niektórzy pewnie wrzucili do szuflady i jakoś nie mogą się za niego zabrać :)

Przy okazji ogarniania rozliczeń podatkowych chciałam zwrócić Waszą uwagę na kwestię, nad którą być może dotąd się nie zastanawialiście. Sporej części z Was ten wpis zapewne nie dotyczy, uważam jednak że to na tyle ważna kwestia, że warto byłoby ją tu poruszyć.

Nie, tym razem nie chodzi o przekazanie 1% swojego podatku.

Chodzi o pozostałe 99% :)

Choć od pewnego czasu mówię, że jestem z Gdańska i, jak określa to oficjalna formułka, mam tu swoje centrum życiowe, to wciąż jestem zameldowana w innym województwie. Przez pierwsze kilka lat było dla mnie oczywiste, że składam PITa właśnie tam. Nawet się nad tym nie zastanawiałam, byłam też (niesłusznie!) przekonana, że muszę złożyć go w miejscu stałego zameldowania. Dopiero w zeszłym roku poznałam temat nieco lepiej i zdałam sobie sprawę, że taki formularz to nie tylko jakiś nudny świstek papieru, a konkretne pieniądze dla miasta/gminy.

Dla ciekawych: jaka część podatku dochodowego zostaje w kasie miasta, gminy, powiatu, województwa?
Gmina: 39,34% PIT / 6,71% CIT. Wiele dużych miast traktuje się jako odrębne gminy (info).
Powiat: 10,25% PIT / 1,40% CIT
Województwo: 1,60% PIT / 14,75% CIT.
Źródło: Ustawa z 05.08.2015 o zmianie ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego.

Słowo podatek kojarzy się z tą kwotą, którą co roku trzeba urzędowi dopłacić (oprócz co szczęśliwszych, którzy dostają zwrot). W rzeczywistości to dużo większa suma, której przez odprowadzane co miesiąc zaliczki nie odczuwamy tak bardzo. Ile dokładnie? Zajrzyjcie do swojego formularza sprzed roku :) To ważna pozycja w miejskim budżecie, dochody z PIT i CIT mogą stanowić ok. jednej czwartej dochodów miasta!

Dlatego też niektóre miasta aktywnie „walczą” o PITy mieszkańców, którzy nie są w nich zameldowani, kusząc bonusami – od loterii z nagrodami, po zniżki w komunikacji miejskiej i pierwszeństwo przy zapisach do przedszkola. W poprzednich latach takie akcje prowadziły np. Warszawa, Łódź, Wrocław, Toruń, Rzeszów czy SuwałkiKonin z kolei zachęca do złożenia PITa elektrownicznie.

PIT_ile-z-PIT
W Gdańsku udziały w PIT i CIT odpowiadają za 25% przychodów miasta. Więcej informacji na stronie: gdansk.pl/budzet

Nie myślcie, że coroczne pozbywanie się takiej kwoty sprawia mi jakąkolwiek przyjemność. Oczywiście, że wolałabym zatrzymać wszystko w swojej kieszeni i wydać na własne potrzeby. Na przykład, na kolejny rower :) Ale, skoro i tak musimy się z tą kasą pożegnać, to dlaczego nie wysłać jej tam, gdzie w jakiś sposób do nas wróci?

Ciekawi, na co idą Wasze podatki? Na stronie Gdańska możecie to sprawdzić. Dla przykładu wpisałam wynagrodzenie brutto w wysokości okrągłych 3000 zł.

Źródło: gdansk.pl/budzet
Źródło: gdansk.pl/budzet

A takie zestawienie zamieścił na swojej stronie Kraków (przy założeniu podatku w wysokości 1600 zł).

Źródło:
Źródło: krakow.pl

Codziennie korzystam z tego, co oferuje moje miasto. Poruszam się chodnikami, i ścieżkami rowerowymi, przechodzę przez (owszem, nieco dziurawą) jezdnię, wraz z resztą miasta poruszam się w rytmie sygnalizacji świetlnej. Czasem przejadę się autobusem czy tramwajem. Po pracy docieram do domu oświetloną ulicą, a w weekend z przyjemnością zaglądam do któregoś parku. Zimą z zadowoleniem zauważę odśnieżoną ścieżkę rowerową a latem wybiorę się na jedną z darmowych, plenerowych imprez.

Nic nadzwyczajnego, należy mi się przecież, jak psu buda. I jeszcze ponarzekam sobie, a jakże, stęknę z dezaprobatą trafiając na dziurę w jezdni czy potykając się o dziurę w chodniku. Choć widzę mnóstwo rzeczy do poprawki, jestem raczej zadowolona z tego, co widzę dookoła. A w kwestii rowerowej wręcz zachwycona i dumna, że to właśnie moje miasto tak śmiało wdraża wszelkie rowerowe pomysły.

Rozliczenie PITa w Gdańsku, w mieście, w którym mieszkam, pracuję, i z którego „usług” korzystam na co dzień, to mój sposób na to, żeby dać mu coś od siebie. Taki mały akt lokalnego patriotyzmu.

I do tego samego chciałabym zachęcić tych z Was, którzy mają wybór. Jeśli tak jak ja jesteście zameldowani daleko od miejsca, w którym faktycznie mieszkacie. Niezależnie od tego, czy to Gdańsk, Kraków, Pcim Dolny czy Ustrzyki Górne. Pamiętajcie, że nie tylko możecie, ale wręcz powinniście złożyć deklarację w miejscu faktycznego zamieszkania, a nie zameldowania.

By Wasze miasto rosło w siłę, a ścieżek rowerowych było pod dostatkiem :)

  • Maciej Rutecki

    Widzę, że nie tylko ja mam takie podejście do deklaracji podatkowej. Z jednej strony faktycznie szkoda mi pieniędzy, które muszę oddać (lub już oddałem w formie zaliczki) US, ale z drugiej strony chcę aby moje miasto zrobiło to albo tamto. No fajnie, ale za co, jak nie z podatków?

    • Podatek i tak boli mniej niż chwila, kiedy zobaczy się na rozliczeniu sumę składek wpłaconych na ZUS :)

      • Maciej Rutecki

        Widzę to co miesiąc odbierając RMUA. O ile z podatków choć część idzie na inwestycje wokół mojego miejsca zamieszkania, to składki na ZUS przepadły w całości. :-)