Jak to jest mieć nowy rower?

W zeszłym roku zdarzyło mi się jechać samochodem znajomego. Nowym, takim niedawno-z-salonu. Rzadko siadam za kółkiem, więc bez większego zdziwienia zauważyłam, że już na drugich czy trzecich światłach samochód mi zgasł.
Chociaż nie, zaraz, przecież światełka palą się normalnie. On nie zgasł. On po prostu był tak cichy, że nie było słychać ani czuć pracującego silnika.

Dokładnie takie są wrażenia po przesiadce z roweru 20-letniego na nowy.

Nowy rower po prostu jedzie. Przerzutki posłusznie przeskakują jak trzeba, błotniki nie stukają, siodełko nie skrzypi. W ogóle nic nie skrzypi, a jedyny dźwięk to szum opon na asfalcie. Bajka!

Przyznam, że polubiłam odgłosy wydawane przez staruszka. Wiecie, to charakterystyczne rowerowe cykanie łańcucha, szczególnie kiedy przestanę pedałować. To pewnie coś, co mogę i powinnam naprawić, ale… lubię ten dźwięk. Kojarzy mi się z rowerem tak bardzo, że jadąc nowym czasem mam wrażenie że coś się popsuło :)

To cykanie bywa całkiem przydatne, przede wszystkim przy pieszych, którzy słysząc zbliżający się rower często sami robią mi miejsce. Z nowym sprzętem nie ma tak łatwo. Skradam się niczym przyczajony tygrys, ukryty smok i muszę sama zatroszczyć się o ostrzeżenie innych.
(czyli mówię „przepraszam”, nie straszymy pieszych dzwonkiem bez potrzeby, prawda?)

Kross Trans Alp 2015 nowy
Stoi bez podpórki, widzisz? Widzisz? Czaad!

Nowy rower to też nieustający zachwyt tym, co mogę w nim zrobić. Niby domyślam się, że w XXI wieku takie rzeczy to żadna nowość, ale żebym miała je wszystkie w jednym rowerze? Że mogę przestawiać siodełko w tylu różnych kierunkach? Że mogę je podnieść bez żadnych narzędzi ani proszenia faceta o pomoc z oporną śrubą? Że lampka od dynama pali się nawet, kiedy się zatrzymam? Że mogę sobie zmieniać położenie bagażnika? Mogę nawet przesunąć błotniki bliżej/dalej od koła! Szok.

Nowy rower ma również i wady. Konkretnie jedną – nie ma mowy, żebym tak jak poprzedni, zostawiła go stojącego luzem na klatce schodowej, w związku z czym ćwiczę bicepsy taszcząc te 17 kg na trzecie piętro :)

Korzystając z urlopu uciekam na kolejną wycieczkę. Już niedługo pełna recenzja. A tymczasem obowiązkowe ujęcie:
Nowy Rower i Morze!

Kross Trans Alp 2015 nowy

  • Maciej Rutecki

    Miałem to samo jak przesiadłem się z roweru z niższej półki na nowiuteńkiego „holendra” już z wyraźnie wyższej. Na starego nie narzekałem, ale też nie miałem porównania. Nowy: cichy, zwrotny i (co teraz mogę powiedzieć) pancerny,. Co prawda po przejechaniu 10k w ciągu niecałego półtora roku już nie jest taki bezszelestny (błotniki już lubią się odezwać na krawężnikach), ale dzięki niemu polubiłem całoroczną jazdę (już dwie zimy). I skończyły się problemy z kolanami i kręgosłupem.

    „Nowy rower ma również i wady. Konkretnie jedną – nie ma mowy, żebym tak jak poprzedni, zostawiła go stojącego luzem na klatce schodowej, w związku z czym ćwiczę bicepsy taszcząc te 17 kg na trzecie piętro :)”

    No niestety, ja zakupiłem najmocniejszy łańcuch jaki można wpiąć do podkowy — i ciągle wożę te 2kg żelastwa do pracy. Swoją drogą śmieszne z tą wagą: szukałem roweru czysto miejskiego, który będzie lekki (jakby to dało się pogodzić). Zszedłem poniżej 16kg, co na mieszczucha sukces, a teraz i tak zwiększyłem wagę poprzez pancerne opony i wspomniany łańcuch oraz sakwę (lub sakwy). :D

    • Ładny wynik z tym 16 kg :) Widziałam co prawda trekkingi ok. 14, ale ich cena zaczynała się od czwórki…
      Ale zawsze, 2kg żelastwa przy rowerze 16 albo 20 kg… Robi różnicę :)

      • Maciej Rutecki

        No niestety nie był tani i teraz trochę się boję zostawiać go na parkingach. Ale jak mi posłuży bezproblemowo tak traktowany jak teraz przez kolejne 5 lat, to warto było. W poprzednim trzykrotnie poszły szprychy i trzeba było obręcz wymieniać. W nowym, gorzej traktowanym (robi za woła roboczego) na razie bicie koła poniżej 1mm.

        Najśmieszniejsze jest to, że moim ideałem (aby móc wszędzie jeździć rowerem po Trójmieście, teraz do 25km w jedną stronę, a typowo 15km) jest holender wspomagany elektrycznie. Tyle że waga się zaczyna od 22 kg (+2,5kg akumulator). Cena też „słuszna”: od 6000 w Polsce (+akumulator chyba za ponad 1000). Co dziwne taniej idzie sprowadzić rower z Holandii: tam 1000 euro wraz z akumulatorem. Drogo u nas. :D

        A obecnie rower „przytył” tak do ponad 19kg + sakwy. Głownie za sprawą łańcucha i ciężkich opon (za to koniec z wożeniem łatek czy zapasowej dętki). Szczególnie opony czuć na kostce; amortyzator powietrzny nie zawsze wyrabia z utrzymaniem przyczepności podczas hamowania.

        A i zapomniałem: gratuluję jeszcze raz roweru, niech służy Tobie (i blogowi). :-)

        • Dziękuję bardzo, blogowi przysłuży się na pewno :)
          Na Gdańskie i Trójmiejskie pagórki elektryk byłby w sam raz. Tak mnie zdemotywował jeden pan ostatnio, ja zdyszana, spocona pedałuję dziko pod górkę, a on fruuu do góry bez żadnego wysiłku :)
          Z tym zostawianiem na parkingach to niestety powszechna bolączka… Ja używam u-locka i łudzę się, że potencjalny złodziej prędzej zajmie się stojącym obok lepszym rowerem ze słabszym zapięciem. Zresztą, drobna jestem i słaba, jak się ktoś zaczai z kumplami na mój rower to i tak jestem bez szans. A w końcu kupiłam go, żeby jeździć, a nie żeby stał bezpiecznie w domu :)

  • No to gratuluję. Oby służył dłuuuugo i bezproblemowo sprawiając Ci przy tym wiele radości. Pozdrawiam

  • HD

    Gratki -nie ma fajniejszego uczucia niż kurier pukający do drzwi z nową zabawką!

    • Ależ jest! Ten moment, kiedy rower z bezkształtnego transformersa staje się sprzętem gotowym do jazdy :)

  • Wielu kilometrów przejechanych z czystą przyjemnością Ci życzę!