Najlepszy rower miejski do Gdańska? Elektryczny!

Podobno mieszkam w najbardziej rowerowym mieście w Polsce. Gdańsk polskim Amsterdamem, te sprawy. Gęsta sieć ścieżek, coraz lepiej wyedukowani kierowcy, nawet piesi nie włażą już pod koła tak bardzo jak kiedyś. Tak dobrej sieci ścieżek, kontrapasów, śluz i innych rowerowych wynalazków nie ma chyba w żadnym innym polskim mieście. Wyraźnie widać, że coraz więcej osób pojawia się na ścieżkach (i jezdniach!), tu zwyciężymy w Cycling Challenge, tam zajmiemy pierwsze miejsce w rowerowym rankingu.

A wszystko to w mieście, które całym sobą stara się utrudnić nam życie!

Skoro już teraz jesteśmy tak bardzo rowerowi, pomyślcie tylko, co byłoby, gdyby Gdańsk leżał na płaskim terenie, w jakiejś dolince w której nie wiałoby tak od morza? O ile więcej osób byłoby w stanie wsiąść na rower i poruszać się po okolicy bez wysiłku?

Wiele razy, ledwie zipiąc ze zmęczenia, marzyłam o tym, żeby ktoś uprzejmy wziął mnie i mój rower na hol. Albo żeby ktoś wymyślił jakiś silniczek, czy coś… ej, zaraz. Przecież wymyślili! I choć nie sprawimy, że miasto będzie płaskie, jest sposób żeby zupełnie tego nie zauważać.

shimano_03

Niektórzy twierdzą, że rower elektryczny to nie jest prawdziwy rower. Ja jestem zdania, że elektryk to wspaniały wynalazek, dzięki któremu łatwiej pokonać to wszystko, co zniechęca nas do jazdy rowerem. Jest dużo powodów, dla których rezygnujemy z roweru na rzecz samochodu czy komunikacji miejskiej, a ten niewielki akumulator może pomóc pokonać większość z nich. Poza pogodą, na którą niestety nic nie poradzi :)

Nie jadę rowerem, bo mam ciągle pod górkę

Mogłoby się wydawać, że miasto nad morzem będzie płaskie jak stół. Ha, marzenie :) Duża część Gdańska (i ogólnie Trójmiasta), w tym popularnych dzielnic mieszkalnych znajduje się na co najmniej zniechęcających wzniesieniach. Nie twierdzę, że są niemożliwe do pokonania – ale mało komu będzie chciało się aż tak męczyć, żeby dotrzeć do domu czy pracy. Ja też omijam niektóre okolice tylko dlatego, że fizycznie nie jestem w stanie do nich dojechać.

Już od co najmniej kilku znajomych słyszałam, że chętnie dojeżdżaliby rowerem do pracy, chociaż raz na jakiś czas, ale mieszkając na Morenie czy Suchaninie zwyczajnie nie podjadą pod górę do domu. A raczej, daliby radę, ale dla większości z nich wypluwanie płuc na podjeździe to żadna przyjemność. Teoretycznie można w tę trudniejszą stronę podjechać autobusem – ale wszyscy wiemy, jak wygląda komunikacja miejska w porze, gdy pół miasta skończyło właśnie pracę.

Rower elektryczny ma te wszystkie pagórki w głębokim poważaniu. Podjazd pod Potokową/Rakoczego (9% nachylenia)? Jak po płaskim! Przewyższenia zupełnie przestają mieć znaczenie i każda dzielnica miasta jest tak samo dostępna.

Nie jadę rowerem, bo za mocno wieje

Jak mówią – nieważne w którą stronę jedziesz, w Gdańsku i tak zawsze wieje ci w twarz. Nie wiem jak to działa, ale faktycznie zazwyczaj tak właśnie jest… A wiać potrafi solidnie. Sama nierzadko rezygnuję z roweru tylko dlatego, że nie chce mi się męczyć siłując z wiatrem.

Na elektryku wiatr też się czuje, ale tylko na twarzy :) Choć nadal trzeba uważać na boczne podmuchy, jazda pod wiatr przestaje być męcząca.

Nie jadę rowerem, bo to za daleko

Szczególnie przy panującej ostatnio modzie na obrzeża miasta i wysypie spokojnych osiedli blisko centrum, których mieszkańcy siłą rzeczy skazani są na poruszanie się samochodem. Mimo, że wiele z nich ma niezłe połączenia rowerowe z resztą miasta, odległości do pokonania potrafią być zniechęcające, szczególnie gdy teren nie jest zbyt płaski. Rower elektryczny sprawia, że choć nadal trzeba pedałować, pokonanie kilkunastu kilometrów przestaje być wyzwaniem. A oferowane przez sprzęt 20-25 km/h to niewiele mniej niż prędkość wlekącego się w korku samochodu.

Nie jadę rowerem, bo muszę wyglądać schludnie w pracy

… a niestety nie każdy ma w pracy możliwość wygodnego odświeżenia się i przebrania. A gdyby tak jazda rowerem nie była tak męcząca? Gdyby wystarczyło tylko siedzieć i niespiesznie przebierać nogami? Pokuszę się o stwierdzenie, że po takiej spokojnej, wspomaganej elektrycznie przejażdżce można wyglądać lepiej niż po tym samym czasie spędzonym w zatłoczonym tramwaju :)

Nie jadę rowerem, bo nie mam kondycji

Wciąż mam w pamięci ten czas, kiedy pokonanie dwóch kilometrów było dla mnie niczym półmaraton. Gdybym tylko miała wtedy rower, który połowę roboty odwalałby za mnie, może nie zrobiłabym sobie kilkumiesięcznej dziury w Endomondo?
Uważam, że rower elektryczny to świetne rozwiązanie dla osób ze słabą kondycją. Na dobry początek, żeby zachęcić do jakiegokolwiek ruchu. Albo na zachętę, żeby zwiększyć możliwości, umożliwić dotarcie w nowe miejsca i zachęcić do częstszego wsiadania na rower. To też świetny sposób, aby umożliwić wspólną jazdę nawet ze znacznie sprawniejszym towarzystwem, bez bycia tym najsłabszym ogniwem, na które wszyscy muszą czekać.

Nie jadę rowerem, bo pada

Cóż, na to akurat elektryk nic nie poradzi – mogę tylko powiedzieć, że pewnego razu deszcz złapał mnie kilka kilometrów od domu i chcąc nie chcąc musiałam jechać dalej. Deszcz nie zrobił na sprzęcie żadnego wrażenia, nie jest to więc żadna wymówka dla osoby, która zechciałaby w takich warunkach jeździć.

shimano_04

Niestety, rowery elektryczne też mają swoje wady. I choć jazda ze wspomaganiem to sama przyjemność, trzeba wziąć pod uwagę dwie kwestie, które mogą utrudnić korzystanie z niego.

Jest ciężki.

Cholernie ciężki. Prawie 30 kilogramów, które trzeba gdzieś przechować. Pół biedy, jeśli mamy miejsce na parterze czy garażu albo dużą windę. Wnoszenie go po schodach? Osoby, którym elektryk przydałby się najbardziej, raczej nie będą miały na to siły. Podobne, prowadzenie go pod górę, np. z przejścia podziemnego, może być mocno problematyczne. Na szczęście dzięki wspomaganiu ta waga zupełnie nie jest odczuwalna podczas jazdy.

Jest drogi.

Z ciekawości sprawdziłam cenę roweru, który dostałam do testów. Za tę kwotę można kupić zupełnie dobry samochód albo jeździć autobusami po Gdańsku przez ponad 9 lat! Z drugiej strony – każdy sam powinien ocenić swoje potrzeby. Rower to nieporównywalnie mniejsze koszty utrzymania, szczególnie teraz gdy wszędzie powstają strefy płatnego parkowania, do tego zajmuje znacznie mniej miejsca niż samochód.

Cena roweru jest ważna też z innego powodu: mało kto zostawi go pod sklepem tak beztrosko, jak zwykły rower, podobnie nie każdy zechce trzymać go na klatce schodowej czy w ogólnodostępnej rowerowni.

shimano_02

Testowany przeze mnie rower pracował na sprzęcie Shimano STEPS. Elektryka odpowiada nie tylko za wspomaganie jazdy, ale też za zmianę biegów. Pierwszy raz miałam z czymś takim do czynienia i choć wciąż odruchowo szukałam palcem jakiejś wajhy, takie rozwiązanie całkiem przypadło mi do gustu, biegi zmieniały się błyskawicznie i bezproblemowo.
Średnio polubiłam się za to z systemem, który automatycznie zrzuca biegi podczas postoju. Sam zamysł jest nawet niezły i pomaga w sprawnym ruszaniu np. ze świateł. Tyle tylko, że jadąc ze wspomaganiem szybko wracamy do swojej prędkości i wrzucony automatycznie bieg staje się zbyt niski, a my mielimy bezproduktywnie nogami.

Możemy wybrać jazdę na jednym z trzech poziomów (Eco, Normal, High) albo wyłączyć je zupełnie. Już tryb Eco pozwala wyraźnie odczuć wspomaganie, a tryb High naprawdę daje czadu i świetnie sprawdza się na podjazdach czy w miejscach, gdzie można się w miarę bezpiecznie rozpędzić. Trochę tak, jakby ktoś wziął nas na hol albo lekko popychał. Sprzęt pozwala na jazdę do ok. 25 km/h, niestety powyżej tej prędkości zamiast się wyłączać… hamuje i sprawia, że bardzo trudno rozpędzić się bardziej. Kilka razy, szczególnie jadąc po jezdni żałowałam że nie mogę jechać szybciej, ale do spokojnych przejażdżek po mieście taka prędkość spokojnie wystarczy.
Praca napędu bywa słyszalna szczególnie przy mocnym wspomaganiu, nie jest to jednak głośne ani uciążliwe. Trybu Eco czasami nie słychać w ogóle. Głośna jest jedynie zmiana trybów czy biegów, ale dopiero na końcu doczytałam że można to pikanie jakoś wyłączyć :)

Jeśli mogłabym zmienić jedną rzecz, dodałabym spotykany czasem w elektrykach tryb typu „walk” wspomagający prowadzenie roweru bez pedałowania, przydatny np. przy wyprowadzaniu go z przejść podziemnych czy podobnych miejsc.
Aktualizacja: okazuje się, że taki tryb powinien jednak być – możliwe, że miałam po prostu stary egzemplarz albo stare oprogramowanie :)

Jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało w komentarzach.

Czy kupiłabym rower elektryczny?

W obecnej sytuacji? Nie, bo choć jakoś upchnęłam rower na czas testów, nie miałabym miejsca żeby trzymać go na stałe. Ale kiedyś, mając więcej lat na karku i (oby) więcej miejsca do dyspozycji, z radością sobie taki sprawię.

Za wypożyczenie roweru do testów dziękuję ekipie Shimano.

  • W zeszłym roku jeździłem trochę elektrykiem i podpisuję się pod Twoimi obserwacjami. Może poza jedną – nie jestem przekonany, czy rower elektryczny będzie dobrym „wstępem” do poprawiania swojej kondycji. Jeżeli już ktoś kupi rower za tyle kasy, wątpię, aby go potem nagle odstawił. A elektryk poprawianiu kondycji raczej nie sprzyja, chyba, że ktoś zapomni naładować akumulator ;)

    Byłem ostatnio w Czechach i widziałem sporo starszych osób na rowerach elektrycznych. A podjazdy w Czeskim Raju potrafiły dać w kość. Takie wspomaganie to super sprawa dla osób, które normalnie nie byłyby w stanie dojechać w bardzo wiele miejsc. Sam na jednym, 12. procentowym podjeździe, przez chwilę rozmarzyłem się o elektryku :D

    • Maciej Rutecki

      ” Może poza jedną – nie jestem przekonany, czy rower elektryczny będzie
      dobrym „wstępem” do poprawiania swojej kondycji. Jeżeli już ktoś kupi
      rower za tyle kasy, wątpię, aby go potem nagle odstawił. A elektryk
      poprawianiu kondycji raczej nie sprzyja, chyba, że ktoś zapomni
      naładować akumulator ;)”

      W przypadku większości rowerzystów tak będzie. Ja obecnie do pracy rano jadę SKM-rower, aby nie być spoconym (3km rowerem), a wracam rowerem (24km) aby się rozruszać (nie sport, ale nie tempo spacerowe). Gdybym miał elektryka, to rano bym jechał na wspomaganiu (maksymalnym), a wracał na zerowym, albo minimalnym („Eco” tylko w zasadzie niweluje zwiększoną wagę roweru).

    • „A elektryk poprawianiu kondycji raczej nie sprzyja” – myślę o poprawianiu kondycji pod tym kątem, że do tego trzeba w ogóle wyjść z domu i zrobić cokolwiek. Rower elektryczny, dzięki temu że ogranicza (ale nie eliminuje) wysiłek, może być powodem dla którego ktoś w ogóle ruszy się z kanapy, zamiast siedzieć „bo nie mam siły”.
      Osobie, która już jest wysportowana, taki rower faktycznie niewiele pomoże. Ale jako osoba, która nie tak dawno musiała budować kondycję praktycznie od zera, uważam, że dostęp do takiego sprzętu (choćby wypożyczonego, bo ceny niestety zwalają z nóg) może być właśnie tym bodźcem który zachęci słabszą osobę do tego aby się ruszać, wydłużać dystanse, a to już kondycji jak najbardziej służy, przynajmniej do pewnego poziomu :)

  • Maciej Rutecki

    Elektryk jest drogi, z drugiej strony kupując go otrzymujemy jakość o niebo wyższą niż przeciętne auto na naszych drogach.

    Mnie powstrzymuje jedna rzecz (bo pieniądze czekają już odłożone): serwis. Już do zwykłych „holendrów” serwisy podchodzą jak do jeża, a dopiero takie „na prąd”. Czekam aż mój ulubiony sklep otworzy filię w Trójmieście.

    Na razie zadowalam się kombinacją SKM-rower, bo jednak 24km w jedną stronę to ciut za dużo, aby całość, przez cały rok tak jeździć w zwykłym ubraniu i sie nie zgrzać (auto odpada, jak się mieszka w centrum Gdyni i pracuje w centrum Gdańska — po prostu to nie ma absolutnie sensu, poza paroma dniami w roku).

    Stosunkowo głośne są napędy te w supporcie (Shimano, Yamaha, Bosh). Wady tej nie mają te z silnikiem w przedniej piaście (Panasonic). Dla odmiany te ostatnie są słabsze (w górski teren by nie dały rady, ale po Trójmieście bez problemu), ale za to odpłacają lepszą trakcją (klasyczny napęd na tył, a wspomaganie z przodu) i zerowymi oporami przy wyłączonym wspomaganiu.

    „Sprzęt pozwala na jazdę do ok. 25 km/h, niestety powyżej tej prędkości zamiast się wyłączać… hamuje i sprawia, że bardzo trudno rozpędzić się bardziej.”

    Podejrzewam, że po prostu tak wyraźnie czuć odcięcie wspomagania, a waga roweru swoje robi. Shimano Steps używa silników bezszczotkowych i jedynie sama przekładnia może dać jakieś opory, ale nie aż tak odczuwalne.

    Obecnie mam Gazelle Van Stael, kupioną w przypływie fanaberii i bardziej dla rekreacji i mieszczucha Gazelle Orange. Czekam aż mi się zacznie ten ostatni psuć i pojawi się porządny sklep z holendrami w Trójmieście i go wymienię na elektryka. Mimo że taki waży 26kg (+zapięcie i sakwy), a mieszkam na drugim piętrze — poćwiczę sobie bicepsy. :-)

    „Niektórzy twierdzą, że rower elektryczny to nie jest prawdziwy rower. ”

    W 99% przypadków tacy widzieli rower tylko na zdjęciach i nigdy nie jeżdżą rowerem w każdą pogodę z bagażem (komunikacyjnie). Już takie przypadki spotkałem: potem się okazuje, że spadnie pierwszy śnieg i odstawia taki rower na balkon i koniec mądrowania. Choć zwykle mądrowanie się kończy jak zapytam ile kilometrów dziennie tak jeździ (o ile jeździ). ;-)

    Elektryki zrobiły się bardzo popularne w Beneluksie i Niemczech, ale dla nich to koszt przeciętnej pensji. U nas zwykły holender, to wydatek 3-4 tysięcy złotych, elektryk od 8000 w górę, dużo za drogo na polską kieszeń. To jest główna wada.

    • „Podejrzewam, że po prostu tak wyraźnie czuć odcięcie wspomagania, a waga roweru swoje robi” – jechałam po prostej, gładkiej, pustej ścieżce z górki (zjazd z Moreny do Wrzeszcza). Jeśli w takich warunkach nie mogłam przyspieszyć, to nie wiem w jakich mogłabym :)

  • eV

    Aj, Gdańsk jest chyba jednym z mniej rowerowych miast w Polsce. No chyba, że to ja nie widzę tych rowerów miejskich, które w innych stolicach województw są już normą.
    Co do testowanego roweru – wydaje się być świetnym kompanem jakiejś bardzo długiej wyprawy rowerowej :D.

    • Z rowerem miejskim Gdańsk faktycznie daje ciała :( Ale czy to jedyny wyznacznik „rowerowości? miasta? Dla mnie od roweru miejskiego ważniejsze jest to, że poruszając się po mieście widzę dużo ułatwień dla rowerzystów (kontrapasy, śluzy, przejazdy), że piesi względnie przestrzegają podziału chodnik/ścieżka, a przede wszystkim – że mogę jechać rowerem po jezdni i czuć się bezpiecznie.
      Rower miejski jak najbardziej. Podoba mi się jednak polityka Gdańska, gdzie powiedzieli sobie: najpierw stwórzmy warunki do jazdy, a potem stawiajmy ten rower miejski.

      • Maciej Rutecki

        ” Podoba mi się jednak polityka Gdańska, gdzie powiedzieli sobie:
        najpierw stwórzmy warunki do jazdy, a potem stawiajmy ten rower miejski.”

        W sumie coś takiego zrobili w Łodzi, plany roweru miejskiego krystalizowały się już od 2012 roku, ale organizacje społeczne zdecydowały się na poprawienie warunków jazdy rowerem, a dopiero później stworzyć system roweru publicznego, który okazał się strzałem w dziesiątkę (od momentu powstania bije rekordy popularności).

        Z tym że Łódź jest bardziej kompaktowa od Trójmiasta (mimo tej samej liczby mieszkańców), gdzie jest wiele wąskich ulic, no i jest płasko. Gdańsk i Gdynia jednak wymaga więcej kondycji (o ile właśnie nie mamy roweru elektrycznego).