#Moskwa: tego się nie spodziewałam!

I follow the Moskwa,
down to Gorky Park
listening to the wind of change

Ten kawałek nuciłam już dobre kilka miesięcy przed wyjazdem, podskakując z podekscytowania jak dziecko przy choince z prezentami. Moskwa, ja i dziewięć dni na samotną, miejską włóczęgę. Dla mnie w sam raz!

Teraz, kiedy puszczą gdzieś ten kawałek, mam już łatwiej. Wystarczy odpalić folder ze zdjęciami, i znowu jestem tam. W niesamowitym miejscu. Właśnie po raz kolejny przewijam zdjęcia i stwierdziłam, że opowiem o tej Moskwie jeszcze trochę. Mam nadzieję, że podrzucę chociaż jedną nieznaną Wam wcześniej ciekawostkę :)

Ale najpierw, tło muzyczne. Widzę ilość zdjęć, które zamierzam wrzucić poniżej i jestem ciekawa, co będzie dłuższe: muzyka czy tekst?

Włączone? To zaczynamy.

Jest lipiec, z niewielkim przygotowaniem teoretycznym ląduję w Moskwie. Czym udało jej się mnie zaskoczyć?

 

1. Wcale nie jest tak daleko!

Nie wiem skąd wzięło mi się przekonanie, że lot trwa nie-wiadomo-jak-długo. A tu zdziwienie: Moskwa leży bliżej Gdańska niż Paryż czy Londyn! A wliczając dwugodzinną lukę na zmianę stref czasowych, lot trwał zaledwie 15 minut :)

 

2. Wszystko, ale to wszystko jest pisane cyrylicą.

To nie tak jak u nas, że każdą obcojęzyczną nazwę łykamy bez protestu, a potem łamiemy języki zamawiając „makflałera”. Zagraniczne nazwy oczywiście funkcjonują, ale w wersji fonetycznej zapisanej cyrylicą. Czyli, zostając przy McFlurry, w wersji rosyjskiej będzie to Макфлурри (Makfluri).

Same szyldy też wyglądają nieco inaczej.

Moskwa

 

3. Nawet jak nazwy brzmią znajomo, to mogą oznaczać coś zupełnie innego.

To na przykład jest „szarlotka”.

Moskwa

W ogóle rosyjski dla Polaków jest pełen pułapek. A potem śmieją się z nas, że przychodzimy do spożywczaka kupować dywan.

 

4. Jest klimat!

Zauważyłam je jeszcze w pociągu z lotniska, po czym ze zdziwieniem odkrywałam kolejne na wszelkich możliwych budynkach. Małych i wielkich. Starych i nowych. Szarych blokach i pięknych zabytkach. Klimatyzatory skolonizowały całe miasto.

Moskwa_03

Moskwa_04

 

4. Mają 7 (słownie: siedem) Pałaców Kultury w różnych rozmiarach.

Jeden taki w Warszawie wyróżnia się z daleka.

Siedem takich w Moskwie zupełnie wtapia się w tło i z daleka ciężko je czasem wyhaczyć. Jeden przegapiłam, mając go tuż za rogiem!

Moskwa_10

 

5. Pomniki.

Na początku z ciekawością zatrzymywałam się przy każdym. Ale kurczę, ile można? Pomniki i rzeźby mieli w każdym możliwym parku, alejce, zaułku. A na stare rzeźby mają nawet osobne miejsce :) Nie zabrakło też Jana Pawła II.

Oczywiście jak wszystko w Rosji, pomniki muszą być albo wielkie, albo pozłacane, albo najlepiej oba na raz. Jak na przykład pomnik Piotra Wielkiego, siódmy na świecie pod względem wysokości.

Moskwa_11

 

6. Kontrasty

Wielki samochód wyglądający na własność szefa mafii zaparkowany tuż obok staruszka, który u nas nie przeszedłby żadnego przeglądu technicznego. Mała, klimatyczna cerkiew na tle gigantycznego bloku. A najlepsze, że to wszystko, doprawione porcją kiczu (o którym za chwilę), splata się w całkiem spójny, niepowtarzalny obraz miasta.

Moskwa

 

6. Lenin wiecznie żywy!

Nie tylko on, ale i wiele śladów po minionej epoce. Dobrze widać to na stacjach metra, w elementach architektury, w nazwach stacji/ulic/instytucji, i oczywiście w sklepach celujących w turystów. W sklepach dla turystów CCCP skutecznie konkuruje z niesmiertelną matrioszką.

Moskwa

Moskwa_08

 

7. Zmysł estetyki

… czy też, jak uznaliby niektórzy, jego brak. Jak nie złocone, to kolorowe do bólu, jak nie gigantyczne to chociaż wyróżniające się kształtem. Budynki, w których każde piętro jest w innym stylu. Kolorowe, złocone, zdobione. Zresztą, widzieliście jak wygląda metro. „Umiar” to zdecydowanie mało popularne słowo.

Ale kurczę, this is Moskwa! Należy im się jakaś odskocznia od szarych bloków.

Moskwa

Moskwa

Moskwa_13

 

8. Ale za to tylko w Moskwie widziałam tak fantastyczny sposób na dekorację centrum handlowego :)

Moskwa

 

9. Nie zauważyłam ani jednego domku jednorodzinnego.

A nie, wróć. Widziałam jeden. W muzem :)

 

10. (Nie)bezpieczeństwo?

Mieszkałam w dzielnicy Golianowo – jak się później dowiedziałam, czymś w rodzaju naszej Oruni czy Nowego Portu. Jednej z najmniej bezpiecznych dzielnic miasta, podobno nawet na świecie (link).

To ciekawe, bo gdyby nikt mi o tym nie powiedział, sama pewnie bym na to nie wpadła. Zdaję sobie sprawę, że byłam zbyt krótko i widziałam zbyt mało, żeby wydawać wyważone opinie, ale kiedy gdzieś w Polsce przypadkiem zajdziesz do mniej bezpiecznej dzielnicy… to zazwyczaj od razu widać :)

Bliżej centrum miasta też chodziłam bez strachu, choć zazwyczaj przez cały dzień włóczyłam się sama i często z lustrzanką. Być może dlatego, że zwiedzałam jednak w dzień, a miasto tętni życiem do późnych godzin nocnych.

Oczywiście przy zachowaniu podstawowych zasad ostrożności, nie pchaniu się nocą w ciemne zaułki, i takie tam.

 

11. Choć usilnie szukałam, nie znalazłam ani jednej czarnej Wołgi :)

 

Więcej zdjęć z Moskwy:
Cmentarz Nowodziewiczy | Metro | Most Łużkowa

  • Agnieszka

    Fajny blog. Naprawdę. A ta wycieczka do Moskwy musiała być bardzo udana. Z taką pasją o tym opisujesz. Będę do Ciebie częściej zaglądać. A tymczasem zapraszam w moje skromne, blogowe progi: http://www.szeptyduszy.blog.onet.pl

  • Maksim Artemenkov

    Сiekawy widok na miasto, dzięki.
    W ostatnich latach, Moskwa zmieniła się na lepsze, będzie jeszcze lepiej po kilku latach)

    • Mam nadzieję jeszcze tam kiedyś wrócić, ciekawa jestem jak zmieni się to co zapamiętałam :)

  • Sabina Ziebura

    W planach zarysowuje się nam wyjazd do Rosji. Na motocyklu, taki trip. Chcielibyśmy wiecej cos wiedziec, mamy masę pytań… Nie chce zasmiecać tutaj postu, czy mogłabym prosić o kontakt

    • Cześć Sabina. Nie wiem, czy będę w stanie odpowiedzieć na Wasze pytania, bo poruszałam się tylko po samej Moskwie i to głównie po centrum. Ale pytaj śmiało :) mój adres znajdziesz w zakładce „kontakt”