Godzina powietrza dziennie. Jak spędzać więcej czasu na zewnątrz?

Jakiś czas temu trafiłam na filmik. Jeden z tych przydługich, które w przekombinowany trochę sposób tłumaczą coś, co możnaby streścić w kilku słowach. Ten miał przekazać: współczesne dzieci spędzają na powietrzu średnio godzinę dziennie – mniej, niż przestępcy w więzieniach.

W pierwszej sekundzie zaczynałam współczuć. W drugiej sekundzie zdałam sobie sprawę, ile takiego czasu daję sobie sama. Liczenie w myślach nigdy nie było moją mocną stroną, ale tym razem poszło szybko: 20 minut. Średnio tyle czasu spędzam na zewnątrz w dni robocze.

Czas coś z tym zrobić!

Zdjęcie: Sandis Helvigs (licencja CC)
Zdjęcie: Sandis Helvigs (licencja CC)

Te 20 minut to oczywiście wersja pesymistyczna, zakładająca tylko drogę do pracy i z powrotem. Co ciekawe, to właśnie rower, który kiedyś wyciągał mnie z domu, tym razem przyczynia się do tego, że jestem na zewnątrz krócej – raz, że szybciej docieram na miejsce, dwa, że nie lubię bawić się w przypinanie go i wolę podjechać  nim prosto do domu.

Pewnie, że zdarza mi się pojechać gdzieś przed pracą, albo wrócić okrężną drogą. Czasem bardzo okrężną. Częściej jednak wychodzę z pracy wściekle głodna i jedyne o czym myślę, to dotarcie do domu. A potem już z górki – nim się ogarnie obiad, siebie, mieszkanie, nagle okazuje się że zaraz będzie ciemno i pora spać :)

Pies
Zdjęcie: Ariana Prestes (licenccja CC)

Jak średnio lubianego psa

Prosta rada, na którą trafiłam kiedyś, nie pamiętam już gdzie. Krótka piłka. Nawet nielubianego psa wyprowadzamy na spacer przynajmniej te trzy razy dziennie. A siebie? Gdyby nie praca, studia czy głód, czasem moglibyśmy nie wychodzić z domu wcale. Kto przeżył sesję na Politechnice ten wie o czym mówię :)

Moje wyzwanie na lato: godzina dziennie na zewnątrz

Napisałabym „na świeżym powietrzu”, ale nie wiem czy jazda rowerem wzdłuż sznurka samochodów mogłaby się do tego zaliczać :) Na początku zacznę od czegoś łatwego: 60 minut dziennie poza budynkami i zamkniętymi pojazdami. Brzmi wykonalnie.

Was też zachęcam do podobnego wyzwania. Dla siebie, swoich płuc, kondycji, opalenizny albo… swojego wzroku!

Zdjęcie: Priscilla Westra (licencja CC)
Zdjęcie: Priscilla Westra (licencja CC)

Łatwo powiedzieć, „siedź więcej poza domem”. I niby co mam tam robić?

Ha. Łatwo mi się wymądrzać teraz, siedząc wygodnie na kanapie, wiedząc że dziś nigdzie już się nie wybieram. Zobaczymy, jak realizacja planu wyjdzie w praktyce. Mam nadzieję, że więcej czasu na zewnątrz zaowocuje kolejnymi ciekawymi relacjami na blogu!

Jeśli sama wizja spacerowania po okolicy niespecjalnie Was porywa, oto kilka podpowiedzi jak można wydłużyć czas spędzany na zewnątrz:

  • spróbować czasem minimalnie nadłożyć drogi, wybrać wariant trasy minimalnie dłuższy od tego, który zwykle wybieramy
  • iść na rower :) albo rolki, deskę, hulajnogę, cokolwiek przypadnie do gustu
  • z dwóch pobliskich sklepów wybrać ten położony nieco dalej
  • iść załatwić sprawy, do których jakoś nie możemy się zebrać (np. zegarmistrz, książki do biblioteki, sprawy urzędowe)
  • iść na lody
  • iść poczytać książkę w parku
  • pograć w Pokemony
  • albo po prostu poleżeć plackiem na plaży
  • wybrać się do pobliskiej knajpki dysponującej miejscami na zewnątrz
  • kupić jedzenie na wynos i zjeść obiad w parku
  • iść na darmowy spacer z przewodnikiem (sprawdź, gdzie)
  • iść zobaczyć film na molo
  • albo zobaczyć, czy gdzieś w okolicy nie grają darmowych koncertów
  • przetestować osobiście jedną z plenerowych siłowni w okolicy
  • zmierzyć się z Koroną Starego Gdańska
  • urządzić sobie piknik albo grilla
  • ________________ (wstaw swój pomysł)

To jak? Godzinkę dziennie chyba da się wygospodarować? :)

  • Maciej Rutecki

    No to zawyżam więzienną normę: 2h, ale to i tak mało, porównując do tego co było kilka lat temu. Gdyby nie rower, to byłoby jeszcze gorzej. Za to mam ambitne plany na urlop: zawsze na nim spędzam na nogach po kilkanaście godzin chodząc z aparatem. Co potem kolana wycierpią, to swoje. :-)

    Najgorsze jest to, że przeprowadzając się do Gdyni, niemal co weekend gdzieś się chodziło robić zdjęcia, jakoś zapał albo ilość miejsc, których nie widziałem coś się skurczyła.

    Dużo osób się nabija z tego Pokemon Go (czy jak to się nazywa — nie gram), ale ile osób dzięki temu wyszło z domu. :-)